26
Wt, Sty
26 New Articles

"Shazam!" – grzeszny film

"First Official Look at Shazam Released!" by AntMan3001 is licensed under CC BY-SA 2.0

KULTURA
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

“Shazam!” jest nudny – akcja rozwija się powoli, wątki są przewidywalne… Jak na dobrze, w gruncie rzeczy, oceniany film, spodziewałem się nieco więcej. A teraz (może się wydawać) sobie zaprzeczę – naprawdę warto go obejrzeć! W którym hicie kinowym usłyszysz w końcu o siedmiu grzechach głównych? Zboczeniem teologa jest zauważać takie rzeczy… ech…

 

“Shazam!” – o co w nim chodzi (jeszcze bez spoilerów)?

Starożytny czarodziej szuka godnego następcy, by przekazać mu swoją moc i by jego czempion bronił świata przed najgorszą z plag – Siedmioma Grzechami Głównymi (pozwoliłem sobie na wielkie litery nie z szacunku, a z racji, że są one w filmie spersonifikowane). Szuka on kogoś godnego, o czystym sercu, jednak przez wiele lat nie udaje mu się odnaleźć tego jednego.

Na drugim planie widzimy chłopca – Billy’ego Batsona który też szuka, ale swojej zagubionej matki. Skonfliktowany z rodzinami zastępczymi wieczny uciekinier trafia w końcu do rodzinnego domu dziecka, gdzie poznaje szaloną, ale kochającą się rodzinę. Jednak nie chce ich przyjąć za swoich.

Po różnych perypetiach, jak łatwo się domyślić, to w końcu on – totalnie niegodny – zostaje wybrany na czempiona i dostaje imię Shazam po to, by przeciwstawić się innemu człowiekowi, który w niegodziwy sposób przywłaszcza sobie moc i również staje się czempionem, ale Grzechów. Zaczyna realizować swój plan, podczas gdy Billy powoli dochodzi do rozumienia planu, który został mu podarowany.

 

A teraz spoilery

Są w tym filmie wątki, dla których warto się pogodzić z powolnością fabuły. Byłem w szoku – pozytywnym – gdy usłyszałem, że największą plagą, przed którą świat strzegli tajemniczy czarodzieje jest siedem grzechów głównych. Wyraźnie pada stwierdzenie, że to one są niszczycielami cywilizacji, rodzin i poszczególnych osób. Jak na kinowy hit – niezwykłe, ale też trafne! A tym, co ma się sprzeciwić owym grzechom jest czyste serce. Nie siła, nie kasa, nie silna wola, ale CZYSTE SERCE. Czyż współczesne filmy nie mogłyby mieć częściej takiego przekazu?

 

Rodzina na pierwszym miejscu

Akceptująca, wspierająca rodzina, w której jest mama i tata (tak, tak – mama i tata!) jest fundamentem i prawdziwą siłą superbohatera Shazama. Dopiero, gdy ten przyjmuje rodzinę i dzieli się darem, który otrzymał, jest w stanie pokonać największą plagę grzechu.  

Dziś, gdy rodzinę chce się odesłać do lamusa, “Shazam!” przypomina, co jest fundamentem. Film pokazuje też jak w rodzinie, w której nie ma relacji (nota bene nie ma tam matki), powstaje zło, a w rodzinie, w której panuje miłość, mimo braków i wad, rodzi się dobro, dla którego można poświęcić nawet karierę.

 

Od zera do bohatera

Wątek stary jak świat, oklepany, przez moje pokolenie widziany w setkach odsłon, ale myślę, że warto do niego wracać, zwłaszcza że w “Shazam!” mocno wybrzmiewa prawdziwa, dobra magia – ta baśniowa – moc darmo dana, niezasłużona, zaś czarna magia jest wzięta bezprawnie, wydarta bez zgody darującego.

To cenny wątek, który jest czymś “contra” współczesnemu indywidualizmowi – dostaję coś nie dla siebie, ale by się tym dzielić – dla dobra innych, bez zazdrości. 

 

Moje “sprzeciwy”

Nie byłbym sobą, gdybym się jednak do czegoś nie przyczepił. Rozwlekłość fabuły i powolność poszczególnych scen już wspomniałem, tak jak pewne oklepane (przynajmniej dla mnie) wątki. Tym, co jeszcze mnie razi, jest zatrzymanie się przed powiedzeniem ostatniego zdania.

O co chodzi? Otóż, dostajemy głównego przeciwnika – nie strasznego czarnoksiężnika, ale zło prawdziwe – grzech. Mamy też rodzinę, która przed każdym posiłkiem dziękuje, ale nie pada tam słowo BÓG. Ba! Shazam otrzyma siłę Zeusa, szybkość Merkurego, mądrość Hery… Padną imiona fikcyjnych bogów, którzy z grzechami głównymi mieli tyle wspólnego, że je popełniali, ale nie pada imię Bóg.

Mam wrażenie, że ten temat jest traktowany jako kiczowaty. Możemy mówić o walce z ideą grzechu, dbać o czyste serce, ale gdyby padło tam imię Bóg, to cały film – takie mam wrażenie – zmiękłby i stał się… śmieszny? Czy to nie smutne, że Ten, który stoi u podstaw głębokich duchowości, postawy odważnych rycerzy i bohaterów, jest ze wstydem wspominany na wielkim ekranie? Mimo wszystko dobrze, że jakoś Go przemycono do “Shazam!”.

 

Rodzinny seans z “Shazam!”?

Warto go obejrzeć w rodzinie i podyskutować o tym, co naprawdę jest ważne – o tym, co robić z talentami i darami, które otrzymujemy, o tym czy musimy mieć wszystko, czego sobie zapragniemy. Warto porozmawiać o odwadze przyznania się do wiary. Bo może dziś, w naszych czasach, to stanie się prawdziwym superbohaterstwem. A supermocą chrześcijanina będzie powiedzieć: „Tak, wierzę w Boga”.


You don`t have permission to comment here!