24
So, Paź
38 New Articles

Finansowe pokusy zakonnika

PIENIĄDZE
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Każdy z nas powinien być dobrym zarządcą. Większość z nas zarządza w domu. Ja zarządzałem w klasztorze, ale myślę, że podobieństwa są ewidentne. Przeczytaj i pomyśl.

 

Start

Czy byłem dobrym zarządcą? Gdy przed napisaniem tego tekstu zadałem sobie to pytanie, to od razu pomyślałem, że nie. I jakoś to przekonanie nadal we mnie jest. Choć moja historia totalnego ubóstwa franciszkańskiego jest dość interesująca.

W ciągu ostatnich kilku lat w zakonie zajmowałem się przeróżnymi finansami: przez 3 lata prowadziłem jadłodajnię dla bezdomnych, kilka ładnych lat prowadzę ekonomicznie wakacyjne spotkanie młodzieży Golgota Młodych, siedziałem też jakiś czas w celi klasztornej z napisem Biuro Ekonoma. Ciekawe jest to, że w klasztorze czy jakimś dziele zawsze tylko jeden z braci prowadzi ekonomię – po to, żeby inni mieli wolność od tych kwestii. Paradoks powołania – wybrałem ubóstwo, bo pieniądze są moją pokusą, a jako zakonnik mam do nich dość duży dostęp.

 

Moje pokusy 

Co do pieniądza są one stałe, od lat bardzo stabilne, a przez to pewnie też skuteczne. Spróbuję je ponazywać. 

 

Pokusa pierwsza – moje posiadanie, czyli pieniądz musi być, bo jak go nie ma, to wchodzi tylnymi drzwiami poczucie niepewności, a za nim drepcze oskarżenie, że nie zadbałem o to, co jest moim zadaniem. Musi być, bo jak nie ma, to będzie źle – zdanie wdrukowane w moją głowę.

Jest to bardzo silny mechanizm. Wywodzi się chyba z czasów, kiedy w domu rodzinnym żyliśmy bardzo biednie i wtedy brak środków na kolejny dzień życia był bardzo mocno odczuwalny. To było centrum naszego życia – tak to odbierałem jako kilkuletni chłopak.

Co się dzieje, gdy pieniędzy jest brak? Chwila rozpaczy i rusza tysiąc dwieście pomysłów, jak go na nowo stworzyć, i to najlepiej w zaawansowanej ilości. Pomysły te stają się wtedy na jakiś czas sensem modlitwy. Mózg pracuje tylko nad tym jednym. Wszelkie kombinacje przychodzą do mojej głowy. Brzmi to wszystko, jakbym był bardzo blisko jakiegoś uzależnienia. Dzięki Bogu takich chwil jest bardzo mało – sam obiecał, więc się troszczy o grzesznika.

 

Pokusa druga – moje wydawanie, bo pieniądz jest po to, żeby go wydawać, ale bez zbytniej rozrzutności. Wydawać z nastawieniem, żeby wypełnić potrzeby innych, a przez to zachować własny spokój. Gdy byłem ekonomem była to transakcja wiązana – współbracia nasyceni i zadowoleni, więc mam spokój.

Gdy odkrywałem, że mój przełożony wydał jakąś stosunkowo dużą sumę, to zawsze byłem niezadowolony, no bo przecież ja bym zrobił to lepiej, a na pewno znalazłbym jakąś ciekawszą ofertę. Ja chcę wydawać, inni niech się pytają mnie, a ja im z radością doradzę, jak wydawać dobrze – to znaczy: po mojemu.

 

Pokusa trzecia – moje oszczędzanie, czyli pieniądz jest po to, żeby go gromadzić, bo tak jest bezpieczniej. Gromadzić, żeby się pochwalić, że z takiego braku pieniędzy jeszcze mi się udało coś oszczędzić, i oczywiście żeby nikt nie marudził, iż jestem niegospodarny. Tak to działało w czasach pełnienia funkcji ekonoma. Lubiłem gromadzić pieniądz, bo to dawało jakieś poczucie sukcesu, choć gdy przełożony miał inne plany co do oszczędności, to przechodziła mi szybko ochota, by ciułać grosz do grosza.

Oszczędzanie mam we krwi od dawna. Pamiętam, iż jako student udzielałem korepetycji i prawie pół roku odkładałem na buty górskie. Po ich zakupie czułem radość nie z tego, iż kolejny wyjazd w Beskid Niski będzie bez odcisków, tylko z tego, iż ja sam nazbierałem tyle kasy.

W klasztorze oszczędzałem też po to, aby dać braciom trochę radości. Czasami zakupiona przydatna rzecz wprowadza wiele uśmiechu do wspólnoty. Jak to mówią starzy ekonomowie klasztorni – kupisz raz na jakiś czas dobre piwo, a wtedy od razu wzrasta modlitwa dziękczynienia.

 

Pokusa czwarta – moja rozrzutność, bo pieniądz nie jest po to, żeby go rozrzucać. Koniec w tym temacie. Jako młody zakonnik organizowałem wypad na tydzień w Bieszczady dla ekipy braci. Byłem dumny, gdy po powrocie koszt całkowity na jednego brata wyniósł ok. 140 zł. Tak, jestem skąpy. Koniec tego punktu, bo jakoś trudno mi się przyznać do szkockiego charakteru.

 

Meta

Te cztery punkty to moje pokusy w gospodarowaniu pieniądzem. Przez lata wiele razy się zmieniały i inaczej rozkładały, ale jakoś we mnie siedzą. Trochę jak taki oścień, który przypomina mi, że jestem zdolny do wpuszczenia pieniądza na pierwsze miejsce.

Punkty powyższe może teraz już nie brzmią tak ostro, ale to dzięki byciu we wspólnocie. Moi współbracia wiele razy słowem pokazywali mi moje mechanizmy i pokusy wobec pieniądza. Często potrzebowałem wielu miesięcy czy lat, aby się zgodzić na ich upomnienia i przyjąć prawdę o sobie.


You don`t have permission to comment here!