01
Pn, Mar
29 New Articles

Ojców portret własny... Błędy, których nie możemy powielać

OJCIEC
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Jakie masz wspomnienie ojca? Jak wygląda twój emocjonalny spadek po nim? Niezależnie od tego, czy żyje, czy już nie…

 

Byłem ważny

Kiedy myślę o moim ojcu, przypomina mi się jedno zdarzenie z dzieciństwa. Była wolna sobota i wybrałem się na sanki na stok łagodnej górki jakieś pół kilometra od domu. Wcześniej umówiliśmy się z rodzicami, że kiedy będzie zbliżać się pora obiadu, tata przyjdzie po mnie, bo jako kilkuletni malec nie miałem jeszcze zegarka i trudno było mi zorientować się w czasie. 

Tak też się stało. Po południu z daleka dostrzegłem brązowy, zimowy płaszcz taty, a później z dumą pozwalałem ciągnąć się na sankach w kierunku domu. Można powiedzieć, że wspomnienie jest banalne. Nie ma w nim gwałtownych zwrotów akcji ani jakichś wielkich bohaterskich czynów. Jednak w moim sercu do dziś jest obecne uczucie, które wtedy mi towarzyszyło. Poczułem się ważny! Wart tego, żeby tata przerwał swój wypoczynek i poszedł po mnie na górkę. Był to dla mnie dowód, że jestem dla niego cenny na tyle, aby się dla mnie trudził. 

Nie trzeba było mi tego mówić. Zresztą tata nie był skłonny do takich czułych wyznań. Bliższe było mu okazać to swoim zaangażowaniem, dostępnością, wrażliwością na moje potrzeby. Jak wtedy, kiedy z bratem robili mi z tektury hełm kosmonauty na zbiórkę zuchów albo konewkę z puszki na zajęcia praktyczno-techniczne. Z perspektywy czasu widzę, że było to swoiste ojcowskie bohaterstwo, którego emocjonalny spadek noszę w sobie do dzisiaj.

 

Ojciec nieobecny

Nie wszyscy mężczyźni mają jednak w pamięci podobne wspomnienia. Ich brak sprawia, że bywają niepewni siebie, trudno im odnaleźć się w życiu, brakuje im wzorców, na których mogliby oprzeć swoją męską tożsamość…

“Mój tata nigdy się mną nie interesował”, “tata nigdy właściwie nie wiedział, w której jestem klasie…”, “nigdy nie słyszałem z jego ust ciepłego słowa...” – słyszę nieraz skargi. To tylko kilka gorzkich wypowiedzi, które wskazują na ojca nieobecnego, niedostępnego, nie zaangażowanego emocjonalnie.

Nic dziwnego, że synowi z bagażem takiej relacji trudno będzie poczuć się dla kogoś ważnym. Dziecko rzadko ma zdrowy ogląd sytuacji. Skąd ma wiedzieć, że z założenia przysługuje mu prawo do ojcowskiej miłości i akceptacji? Skąd w przyszłości młody chłopak będzie mógł zaczerpnąć takie poczucie? Czy spotka na swojej drodze innego mężczyznę (nauczyciela, trenera, profesora, psychoterapeutę), który będzie potrafił uzupełnić to, czego zabrakło w relacji z własnym ojcem? Coś takiego jest możliwe. W spotkaniu z innym mężczyzną może bowiem nastąpić pozytywna interakcja, coś na kształt inicjowania do dojrzałej męskości, które w jakimś stopniu naprawia to, czego zabrakło w relacji z ojcem.

 

Ojciec brutalny

Słyszę też nieraz wyznania związane z przemocą: „nie mogłem patrzeć na to, jak ojciec bije matkę. Gdy byłem już większy, nieraz stawałem w jej obronie”, „kiedy tata przychodził pijany, trzeba było się chować, bo wtedy zwykle chciał się brać za wychowywanie...”. Takie wspomnienia obrazują drugą skrajność: brutalnego, przemocowego ojca, który na słabszych członkach rodziny próbuje wyładowywać swoje frustracje. Synowie takich ojców od dziecka muszą dźwigać emocje, które ich przeciążają i nieraz, aby ukoić ból, sami będą zmierzać do ryzykownych zachowań. Nieraz znienawidzony u ojca alkohol i dla syna stanie się lekarstwem na frustrację, którą trudno w sobie pomieścić...

 

Ojciec rywalizujący

Jest jeszcze inny rodzaj kłopotów z ojcem, kiedy syn, zamiast uzyskać od niego wsparcie i potwierdzenie własnej wartości, spotyka w nim rywala. Niektórzy ojcowie mają nieustanną potrzebę udowadniania synom, że są od nich lepsi, mądrzejsi, bardziej sprawni. „Zostaw, ja to zrobię za ciebie!” – słyszą nieraz tacy synowie. Na pierwszy rzut oka można by nawet taki komunikat uznać za wyraz wsparcia. Zaraz za nim jednak pojawia się inny: „Nie dasz rady...”. Jak po czymś takim syn ma mieć odwagę do eksperymentowania? Gdzie ma zgubić poczucie winy, że znowu coś zepsuł? A przecież jakikolwiek rozwój musi przynosić pewne straty i porażki! Nie ma przecież rzeźbiarza, który w drodze do doskonałości nie zepsułby materiału, a cóż dopiero, kiedy młody człowiek bierze się za bary z życiem. Bez życiowych porażek nie ma życiowych sukcesów! A prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak potrafi przeżywać porażki.

 

Tęsknota za dojrzałością

Pięknie pisał o tym Zbigniew Herbert w swoim wierszu „Dlaczego klasycy”, który stanowi rodzaj notatek poety po lekturze „Wojny Peloponeskiej”. 

Strategowi Tukidydesowi, który spóźnił się z odsieczą i za to został wygnany, poeta przeciwstawia dzisiejszych generałów, którzy „skomlą na kolanach przed potomnością / zachwalają swoje bohaterstwo / i niewinność / oskarżają podwładnych / zawistnych kolegów / nieprzyjazne wiatry”…

Poeta zauważa z zachwytem, że Tukidydes się nie skarży, „mówi tylko / że miał siedem okrętów / była zima / i płynął szybko...” 

Dla mnie wiersz ten jest nie tylko tęsknotą za klasykami, ale i za męską dojrzałością, a ta może być zbudowana jedynie na dojrzałym ojcostwie, które potrafi samo sprostać nieprzyjaznym wiatrom i tego samego umie nauczyć syna.

 


Autor artykułu jest psychoterapeutą i doktorem teologii duchowości. Prowadzi bloga na stronie psychoterapia-sekalski.pl.


You don`t have permission to comment here!