26
Cz, Lis
39 New Articles

"Z braćmi potrafię się rozwijać, a oni dbają, bym nigdy nie przestał"

RELACJE
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Byłem w swoim życiu w kilku “męskich grupach”. Mam za sobą doświadczenia, które pozwoliły mi docenić wagę męskich relacji. Dziś jestem w katolickiej wspólnocie złożonej z samych mężczyzn i dopiero tutaj doświadczam, co to znaczy mieć braci.

 

Moje “wspólnoty”

Mam trzech braci. Jest między nami 8, 13 i 20 lat różnicy. Z każdym z nich mam i miałem inne relacje. Jestem najstarszy, więc każdemu z nich od początku towarzyszyłem w życiu. Dzięki temu dzisiaj widzę, jak bardzo każdy z nas jest inny i jak inną poszedł drogą, mimo że pochodzimy z tego samego domu. Nie z każdym jest mi po drodze, nie we wszystkim się zgadzamy. Jednak kiedy przychodzą święta, wspólny czas staramy się spędzać radośnie i życzliwie.

Od kilku lat mam też inną męską rzeczywistość. Nie należę może do klubu golfowego czy dyskusyjnego, ale do męskiej wspólnoty Przymierze Odważnych. Tam, gdzie spotykają się mężczyźni, wydawać by się mogło, zasady są dość proste: szybko, konkretnie i do celu. Niestety, taki obraz funkcjonuje dziś bardzo rzadko. Zmieniający się świat, kultura i sam model rodziny mocno wpływają na zachowania dzisiejszych mężczyzn. Ja przyglądam się temu z poziomu męża i ojca trójki dziewczyn, mieszkańca dużego miasta w Polsce oraz lidera zaangażowanego w życie wspomnianej wspólnoty. Pomijam na razie kwestie zawodowe, bo te w czasach pandemii przynoszą mi na razie same zmiany.

 

“Bliski jak syn”

Pomyśl sobie o najpiękniejszej relacji z mężczyzną – o męskiej przyjaźni, w której możesz trochę się skonfrontować i trochę pokazać. Moje pierwsze skojarzenie pobiegło w stronę profesora od języka polskiego w liceum. Był to człowiek, który poświęcał nieporównywalnie więcej czasu niż inni, by w sposób artystyczny i elokwentny przekazywać nam dobre wartości, zarażać sztuką, pięknym językiem, naturalnością i radosnym podejściem do życia, z humorem i stanowczością zarazem. 

Poznałem go już po śmierci mojego taty i to on jako pierwszy z wszystkich innych mężczyzn powiedział do mnie, że jestem mu bliski jak syn. Do dziś się przyjaźnimy, choć dawno się już nie widzieliśmy. Kiedy myślę o nim, czuję wdzięczność, bo obdarował mnie zaufaniem i wiarą, że dam sobie w życiu radę. 

 

Potrzebujemy siebie

Wtedy nie byłem świadomy, tak jak dzisiaj jestem, że mężczyźni są sobie potrzebni, zwłaszcza w przełomowych momentach życia. Są sobie potrzebni jako towarzysze na drodze, jako powiernicy męskich emocji i dylematów. Nazywam to braterstwem. Postrzegam je jako wielki dar, którego szlachetność najpierw docierała do mnie kiedy oglądałem westerny, a potem kiedy stałem się członkiem zespołu muzycznego. Ilość spędzanego razem czasu była tak duża, że więcej wiedziałem o moich kolegach z zespołu niż o mojej żonie.

Męska rzeczywistość ma też coś z majestatyczności. Potrafimy się zorganizować, radykalnie skonfrontować i dość szybko zaczynać z “czystą kartą”. Mój zespół się rozpadł. Był osadzony na mnie i moim przyjacielu. Głupota poróżniła nas na wiele lat. Kiedy spotkaliśmy się ponownie, szybko wróciliśmy do tego, co nas zawsze łączyło: do muzyki i rozmów.

 

Podstawa – wspólne doświadczenie

Życie w męskiej wspólnocie ma jednak dla mnie inny smak. Wyobrażenie, że jest to “tylko” jakaś część męskiego życia, męskiej formacji, część środowiska, w życiu którego chcę uczestniczyć, wypala wielu braci. Dla mnie od zawsze była to rzeczywistość, w którą chciałem się angażować. Kiedy więc przyszły trudności z kontaktami między ludźmi, kiedy jest dużo pracy zdalnej, tęsknię za braćmi. 

Braterstwo musi mieć swój fundament – wspólne doświadczenie. Jak matka doświadcza bólu rodzenia i to doświadczenie związuje ją na całe życie z dzieckiem, tak w męskim gronie, w którym wyznajemy te same wartości, staję w prawdzie, która dla mnie jest równie bolesna, bo ogołaca z męskiego ego, niedoskonałości, nierzadko przywołując bezradność. W ten sposób rodzi się doświadczenie, które sprawia, że mam poczucie przynależności, a akceptację rozumiem właśnie jako braterstwo – gdy ktoś szanuje to, kim jestem, rozumie męskie paradoksy, które wypełniają życie, bezlitośnie docieka prawdy i nie zostawia mnie bezradnego.

 

“Sam jestem nikim”

Toczę różne walki. Najczęściej sam ze sobą. Konfrontuję je z braćmi ze wspólnoty. Nic nie daje mi takiego spokoju. Sam jestem nikim na polu bitwy, jakim jest życie. Z braćmi potrafię się rozwijać, a oni dbają, bym nigdy nie przestał. Czy wszyscy czują tak samo?

Niestety, męskie ego czy pęd tego świata zabrały już wielu braci ze wspólnoty. Ale braterstwo jest dla mnie jak nadzieja, która nie daje mi zwątpić w żadnego z braci wierząc, że każdy z nas korzysta z doświadczenia czasu, kiedy razem wzrastaliśmy, by teraz przemieniać środowiska, w których się znajdujemy. Wszystko na Bożą chwałę.


You don`t have permission to comment here!