25
Pn, Paź
19 New Articles

Nie warto rozmawiać

RELACJE
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Stara ludowa prawda mówi, że kobiety zazwyczaj mówią więcej od mężczyzn. W związku z tym przy każdej możliwej okazji wkłada się facetom do głowy, że aby polepszyć jakość relacji, powinni bardziej angażować się w rozmowę, mówić o emocjach, otwierać się, częściej inicjować rozmowy i ogólnie więcej mówić. Biorąc pod uwagę ogólną dysproporcję w mówieniu i kluczową rolę, jaką w życiu kobiet odgrywa rozmowa, jest to oczywiście dobra rada. Ale nie zawsze. Czasem w ogóle nie jest to dobra rada. Chciałbym się podzielić kilkoma moimi spostrzeżeniami, kiedy warto zamilknąć.

 

Bliskość kontra problem

Rozmowa jest dla kobiet jak tlen, pozwala im odpoczywać, czerpać radość z relacji, zaspokaja ich potrzebę bliskości, poczucia bezpieczeństwa i pozwala uspokoić emocje. Nawet burzliwa rozmowa może prowadzić do rozładowania stresu. Nie chcę powiedzieć, że te elementy są zupełnie nieobecne u mężczyzn, ale kiedy myślę o rozmowie, kojarzy mi się ona raczej z komunikacją, wymianą myśli i informacji, rozwiązywaniem problemów czy konfliktów. Emocjonująca rozmowa, która nie kończy się konstruktywną konkluzją, raczej nie zwiększa mojego poziomu spokoju. Kiedy zatem moja żona opowiada mi o jakiejś trudności czy sprawie z pracy lub z życia codziennego, moją pierwszą reakcją jest próba rozwiązania trudności. Sprawa wydaje się zazwyczaj początkowo błaha, ale kiedy ktoś opowiada mi tą samą historię po raz trzeci innymi słowami i z innej perspektywy, to zaczyna mi się wydawać, że mam do czynienia z problemem, prawda? No właśnie nie. 

 

Dobre rady zawsze w cenie?

Słysząc o problemie, zwłaszcza gdy dociera on do nas nie pierwszy raz, wchodzimy w dialog, ale tak, jak my go rozumiemy, czyli próbujemy dawać dobre rady, żeby rozwiązać trudności. Nasze zaangażowanie w historię ma przecież doprowadzić do jakiejś konkluzji, dostarczyć pomoc i rozwiązanie. Niepomierne i wielokrotne było moje zdziwienie, kiedy moja żona olewała rady, albo co gorsza wkurzała się na mnie, że nic nie rozumiem. Czułem się zupełnie zagubiony i, jak zapewne się domyślacie, nie zachęcało mnie to do kolejnych prób angażowania się w rozmowę. Sporo czasu zajęło mi zrozumienie, że to ja miałem błędne oczekiwanie co do rezultatu takiej wymiany zdań. Kobiety w takich sytuacjach oczekują raczej aktywnego wysłuchania, stworzenia przestrzeni do wypowiedzenia się, pozwolenia na przeżycie emocji i tyle. Nie oczekują rady. Ich “problem” nie jest zadaniem do rozwiązania. Najczęściej jest nierozwiązywalny, a potrzeba polega na możliwości wypowiedzenia się, akceptacji emocji i wykazaniu zrozumienia. Tylko tyle i aż tyle. 

 

Mózg jest skrajnie oszczędny

Stąd przechodzimy do drugiego tematu, czyli słuchania ze zrozumieniem. Nasz mózg z punktu widzenia biologicznego jest bardzo kosztochłonnym narzędziem, w związku z czym stara się za wszelką cenę automatyzować różne procesy, żeby te koszty minimalizować. Nie chodzi tylko o nawyki, ale także o przekonania dotyczące świata i innych osób. Dlatego właśnie tak łatwo nam wyciągać wnioski na temat wypowiedzi i zachowań. 

Czasem już po jednym zdaniu wydaje nam się, że dokładnie rozumiemy intencje drugiej osoby i wiemy, co zaraz powie, zwłaszcza jeśli jest to osoba nam bliska. Stąd takie popularne uogólnienia typu: “ty zawsze…”, “ty nigdy…”, które często padają z naszych ust, a które są zabójcze dla relacji. Tak naprawdę nie interesuje nas druga osoba i jej widzenie świata, ale dopasowanie jej wypowiedzi do schematów już istniejących w naszych umysłach. To oczywiście oszczędza energię, ale sprawia, że tkwimy w swoich fałszywych przekonaniach, półprawdach na temat świata i innych osób, a nasze relacje są niesatysfakcjonujące.

 

Słuchać, żeby zrozumieć

Jeśli jednak naszym celem są lepsze i bardziej prawdziwe relacje, to podjęcie ryzyka podważenia i ewentualnej modyfikacji naszych przekonań wydaje się niezbędne. Zamiast układać odpowiedź jeszcze w trakcie wypowiedzi drugiej osoby, która będzie oparta o nasze automatyczne przekonania, warto zamilknąć – uciszyć swoje myśli, tak żeby wsłuchać się w myśli naszego rozmówcy. Potrzebujemy trochę na siłę stworzyć w sobie przestrzeń na słuchanie, zastanowić się, czy dobrze rozumiemy rozmówcę. Warto dopytać, sparafrazować, wykazać zainteresowanie. Może się okazać, że jednak nie do końca wiemy i rozumiemy, co chcą nam powiedzieć inni. Może odkryjemy coś nowego, a może otworzą się przed nami zupełnie nowe światy osób żyjących obok nas. Efekty mogą być zaskakujące.

 

Piotr Stalmach
Piotr Stalmach
Dzięki Kamilu! Mi w poruszonej przez Ciebie kwestii pomaga zadawanie żonie pytania: Czy potrzebujesz rady, czy opowiadasz? To generalnie eliminuje kłopot myślenia o rozwiązaniach w trakcie słuchania a pozwala skupić się na słuchaniu. Z czasem przyzwyczaiłem się nie szukać rozwiązań automatycznie tylko uważniej słuchać. Jak będzie potrzebna rada to na pewno żona zapyta na koniec opowiadania. Samo to, że słuchałem zamiast tracić części rozmowy na przygotowywanie odpowiedzi daje szersze możliwości dialogu i pomocy.

You don`t have permission to comment here!