25
Pn, Paź
19 New Articles

Top Stories

W komunikatach współmałżonka słyszymy najczęściej myśli i osądy. Bywa, że odbieramy takie komunikaty osobiście – bierzemy je do siebie. Tymczasem za każdym komunikatem stoją uczucia i potrzeby, które warto nazwać i zaakceptować.

Współmałżonek mówi o swoim problemie. Jak reagujemy? Szczególnie dla mężczyzn najłatwiejszą i najbardziej intuicyjną odpowiedzią jest poszukiwanie rozwiązania. Ale w komunikacji dwojga ludzi nie zawsze jest to najważniejsze. Do obejrzenia odcinka zapraszają Beata i Piotr Paszkowscy.

Dziś Beata i Piotr Paszkowscy opowiedzą o empatycznym słuchaniu. Czy potrafisz ze swoim rozmówcą być obecnym bez reszty? Wszakże podstawową składową empatii jest obecność właśnie!

Władza i posłuszeństwo to kolejne elementy istotne w wychowaniu dziecka omawiane przez Stanisława Sławińskiego w książce „A jednak posłuszeństwo”. Często kojarzymy władzę z uciskiem. W ujęciu chrześcijańskim jest ona jednak służbą na rzecz drugiego. Wprowadza ład, a stawiając wymagania, tworzy przestrzeń do rozwoju. Posłuszeństwo mylimy nieraz z uległością, które jest biernym wyrzeczeniem się odpowiedzialności. Jednak prawdziwe posłuszeństwo zakłada wolność.

Pierwszy fragment książki „A jednak posłuszeństwo” Stanisława Sławińskiego mówi o dwóch modelach wychowawczych: autorytarnym oraz dialogicznym. Pierwszy został odrzucony, zaś drugi, mimo swych braków, jest obecnie promowany. Autor zachęca do połączenia obu modeli, by utrzymać autorytet rodzica, a jednocześnie szanować godność dziecka. Kolejna kwestia, poruszana w tym fragmencie książki, to sposób komunikowania. Mamy często tendencję do zalewania dziecka treściami. Konieczny jest jednak precyzyjny komunikat, który ułatwi dialog i oczyści atmosferę.

Tytuł kolejnej pozycji dla ojców, którą się zajmiemy, może brzmieć kontrowersyjnie, bo idzie pod prąd partnerskiego modelu wychowania. W nowym kwartale bierzemy na warsztat książkę "A jednak posłuszeństwo!" autorstwa męża, ojca, pedagoga, nauczyciela akademickiego Stanisława Sławińskiego. Filmy z komentarzem do poszczególnych fragmentów będą się ukazywać w każdy wtorek.

“Czy ksiądz jeszcze musi?”. Niedawno takie pytanie zadał mi jeden z wychowanków naszego Domu, widząc codziennie PlanoMax w moich rękach. Odpowiedziałem: „Nie, nie muszę, ale to narzędzie pozwala mi każdego dnia pracować nad sobą, planować dzień, wyznaczać wyzwania, dbać o codzienny rachunek sumienia…”.

Zakończyliśmy „sezon komunijny”. Wspomnienia dzieci są różne, zależne od mocnych akcentów, które stawiają dorośli, rodzice, krewni, katecheci. Jakie pozostanie wspomnienie dzieci po pierwszej spowiedzi? Kiedy ostatnio pytałem grupę, jak przeżywają ten ważny moment, w większości odpowiedzi zawarte było kluczowe słowo „stres”. Z własnego doświadczenia grzesznika wiem, jak ważna jest osoba spowiednika w tak intymnym spotkaniu marnotrawnego dziecka z przebaczającym Ojcem. Co mogę rozwijać w kapłaństwie, aby nie być „taryfikatorem łaski”, ale sługą pojednania i pokoju w relacji do Boga?

Wydawałoby się, że przyszły ksiądz powinien dostawać w seminarium pełną formację, która przygotuje go do posługi – bycia kapelanem szpitalnym, katechetą czy duszpasterzem jakiegoś środowiska zawodowego. Nic bardziej mylnego. Oczywiście seminarzysta dostaje pewien fundament, ale wszystko inne poznaje później.

Na pewno każdy z nas, szczególnie ci pracujący zawodowo i mający mniejszą lub większą gromadkę małych dzieci, stanął przed problemem braku czasu. Doba okazuje się czasami zbyt krótka. Łapiemy się wtedy za głowę, a myśli krążą wokół jednego pytania: “Jak to wszystko ogarnąć?”. Oto kilka inspiracji, które zadziałały w moim życiu.

Albertowi Einsteinowi przypisuje się następujące bardzo zgrabne stwierdzenie: “Większość ludzi wie jak zabić czas, ale nikt nie wie jak go wskrzesić.” Trudno się z tym nie zgodzić.

Zdarzyło się pewnemu młodemu przedsiębiorcy walczyć o kontrakt życia. Nie mógł jednak doprowadzić do kluczowego spotkania z prezesem firmy, z którą chciał zawrzeć umowę. By uspokoić galopadę myśli, wybrał się na spacer do podmiejskiego lasu. Jakież było jego zdziwienie, gdy spotkał tam owego nieosiągalnego prezesa. “Nie myli się Pan, nie miałem czasu na spotkanie, bo wcześniej zaplanowałem spacer w lesie” – powiedział prezes, z uśmiechem wyciągając dłoń na powitanie.