24
So, Paź
38 New Articles

"Źródełko Bernadetty" – opowieść różańcowa do poczytania dzieciom! (odc. 1)

TWÓRCZOŚĆ BRACI
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Przedstawiamy Wam efekt twórczości jednego z naszych braci. "Źródełko Bernadetty" to unikalna, nigdzie dotychczas niepublikowana opowieść różańcowa inspirowana objawieniami maryjnymi w Lourdes. W pierwszym jej odcinku poznajemy główną bohaterkę, młodą Bernadettę wzorowaną na św. Bernadetcie Soubirous, której objawiała się Matka Boża.

Kiedy byłem chłopcem, lubiłem siadać nad górskim strumykiem. Wpatrując się w nurt, myślałem o tym, że gdzieś musi być jego początek. Jeśli udało mi się odnaleźć źródełko, cieszyłem się, jakbym odkrył wielką tajemnicę. Koniecznie chciałem dowiedzieć się dwóch rzeczy: czy woda była tu zawsze i czy nigdy się nie skończy. 

Są źródła, które dają początek wielkim rzekom, ale są też takie, które wysychają. Niektóre z nich leczą z chorób, inne dają wodę, która może zaszkodzić. Jedno mają wspólne: każde dokądś zmierza. 

Opowiem wam teraz o źródełku, którego historia jest niezwykła. Słuchając jej można by pomyśleć, że słucha się baśni. Nie jest ona jednak baśnią, bo wydarzyła się naprawdę. 

– Czy ta woda nigdy się nie skończy? – zastanawiała się Bernadetta, patrząc na źródełko, wypływające spod skały. Było dla niej zagadką, skąd bierze się woda w górach i dlaczego jest jej tak dużo. 

– Gdybym tylko mogła chodzić do szkoły…  – westchnęła. – Na pewno tam uczą o takich rzeczach. 

Usiadła na kamieniu. Wyobraziła sobie, że znajduje się klasie, a nauczyciel rysuje coś na tablicy i wyjaśnia wszystko, co dotyczy źródeł. Po chwili jest już przed budynkiem szkolnym i widzi przejeżdżające powozy. Strzępki rozmów dobiegają jej uszu, a w nich nie do końca zrozumiałe słowa, jak właściwości lecznicze i cenne minerały. Ktoś obok mówi, że to kuracjusze jadą w góry na podratowanie zdrowia. 

Nagle poczuła silne uderzenie w nogę. Ocknęła się z zamyślenia i zobaczyła, jak biały kłębek toczy się po trawie, umykając w stronę stada. 

– Oh, ty niegrzeczna! – zawołała do jagnięcia, które już zdążyło zniknąć wśród innych owiec. Jej ulubiona owieczka często płatała podobne figle. Bernadka miała jednak do niej słabość. Kiedyś na przykład rozwaliła kamienny ołtarzyk, przy którym dziewczynka odmawiała modlitwy. Wystarczyło wtedy, że owieczka zadarła łebek z miną niewiniątka, a pasterka już przestała się gniewać. 

Czasami wspominała czasy, kiedy mieszkała z rodzicami w młynie. Uwielbiała przyglądać się tym wszystkim urządzeniom do mielenia ziarna. Najciekawsze było wielkie koło, które, napędzane nurtem strumienia, obracało się i wprawiało w ruch inne elementy. Tata, Franciszek Soubirous, był młynarzem. Znał się na rzeczy, bo kiedy coś się zepsuło, zawsze potrafił naprawić. Ludzie, którzy przychodzili po mąkę, darzyli go uznaniem. Potem jednak wszystko się zmieniło. Rodzina zbiedniała i ledwo wiązała koniec z końcem. Nie wiadomo dokładnie, jaka była tego przyczyna. Być może w strumieniu płynęło coraz mniej wody i młyn nie nadążał już mleć tyle, co wcześniej…, a może powodem były inne młyny, które zaczęły powstawać w okolicy i część klientów chodziła do nich ze zbożem… Takie wersje słyszała od dorosłych, ale jak było naprawdę…? 

Pewnego dnia, kiedy tak wspominała dawne czasy, zauważyła idącego do niej w odwiedziny tatę.  

– Kiedy będę mogła wrócić do domu i chodzić do szkoły? 

– Wiesz, że nasze mieszkanie jest wilgotne i niezdrowe, a ty masz astmę. W górach przynajmniej oddychasz świeżym powietrzem.  

– Ale mam już prawie czternaście lat, a nie umiem nawet czytać. 

–  Cierpliwości córeczko. Gospodarze obiecali, że tu też będziesz chodzić na lekcje. Na razie jednak nie mają nikogo do pilnowania owiec. 

– A co z pierwszą Komunią? Jak nie nauczę się katechizmu, to ksiądz mnie nie dopuści. 

– Zdążysz i z katechizmem, nic się nie martw. 

Młoda pasterka martwiła się jednak, bo bardzo chciała przyjąć Jezusa w Komunii świętej. Gospodarze wiele razy obiecywali, że poślą ją na nauki, ale ciągle to odwlekali. 

– Tato, dlaczego niektóre owce mają zielone grzbiety? – zapytała naraz, zmieniając temat. 

– Nie wiesz? – zaśmiał się. – Zjadły tyle trawy, że pozieleniały.

– Czy mogą od tego umrzeć?

– Oczywiście.

Bernadetka rozpłakała się. Zrobiło się jej żal śmiertelnie chorych owiec. 

– No co ty, żartowałem. To kupiec pomalował farbą te, które wcześniej zamówił – uspokajał córkę Pan Franciszek zawstydzony, że doprowadził ją do płaczu. Zapomniał, jak bardzo była wrażliwa i że nie znała się na żartach. Rzeczywiście, dziewczynka nie wiedziała, że czasami ludzie coś zmyślają, żeby się pośmiać. Sama nie potrafiła kłamać i była przekonana, że inni też zawsze mówią prawdę.

Kiedy pobyt w górach przedłużał się, a gospodarze nie spieszyli się z posłaniem jej na lekcje, postanowiła zawalczyć o swoje prawa. Postawiła sprawę jasno i wymusiła u dorosłych zgodę na powrót do rodzinnego miasteczka.

Odcinek 2: https://drogaodwaznych.pl/po-godzinach/86-zrodelko-bernadetty/589-zrodelko-bernadetty-pierwsze-spotkanie-odc-2


You don`t have permission to comment here!