03
Śr, Mar
30 New Articles

W swojej pasji odkrywam siebie i spotykam Boga

Pasje / Hobby
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

W te wakacje na nowo odkrywam jedną ze swoich największych pasji – górskie wędrówki. Po ponad roku przerwy w końcu udało mi się spędzić kilka dni urlopu w górach i nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo za tym tęskniłem i jak wiele radości mi to daje. Tak to już jest z tymi pasjami, że nawet po długiej przerwie, wystarczy wrócić do nich na chwilę i człowiek wsiąka bez reszty.


Swoją pasję wyniosłem (w plecaku) z domu

Miłość do gór zaszczepili we mnie rodzice i jestem im za to bardzo wdzięczny. Odkąd pamiętam, większość wakacji spędzaliśmy w górach i to właśnie z tych wyjazdów mam najlepsze wspomnienia. Pamiętam, jak opowiadali nam o szczytach, które widać przed nami, pokazywali, jak posługiwać się mapą i jak nie zgubić szlaku. To właśnie rodzice nauczyli mnie szacunku do gór i rozpalili we mnie moją pasję. Zawsze inspirowały mnie też zdjęcia z ich czasów studenckich, kiedy robili kurs na przewodników górskich, a najbardziej zapadło mi w pamięć jedno, na którym tato stoi sam o świcie na szczycie Babiej Góry – jako chłopiec marzyłem, żeby być taki jak on z tego zdjęcia.

Miejsce spotkania ze sobą

Poprzez góry Pan pomaga mi poznawać samego siebie i odkrywać inne pasje. Samotne wędrówki zawsze skłaniały mnie do refleksji, ale największego odkrycia na swój temat dokonałem, kiedy jeździłem w góry z innymi. Idąc w ślady rodziców, sam zapisałem się na kurs przewodnicki. Z początku - żeby mieć więcej okazji do wyjazdów i z przyczyn towarzyskich. Szybko okazało się jednak, że to jest miejsce, gdzie mogę łączyć starą pasję (góry) i odkryć zupełnie nową – zdobywanie wiedzy i dzielenie się nią. To właśnie w górach odkryłem na swój temat coś, co pomogło mi rozeznać powołanie do służby we wspólnocie.

Góry to również miejsce, gdzie mogę poznawać własne ograniczenia i przekraczać je. To świetna okazja, żeby doświadczać swojego ciała poprzez zmęczenie, trudne warunki pogodowe i ciężar plecaka, a dzięki temu jeszcze lepiej poznawać siebie. Dobrym przykładem takiego zmagania z samym sobą jest dla mnie wyjazd ze znajomymi do Rumunii w masyw Retezat (najwyższy szczyt Peleaga ma 2509 m n.p.m.), wtedy po raz pierwszy doświadczyłem w górach dużej ekspozycji. Musiałem wyjść poza strefę komfortu i przełamać swój lęk wysokości – chociaż nie było łatwo, to na pewno było warto ?

Miejsce spotkania z Bogiem

W Beskidzie Niskim w dolinie Wisłoki mam swoje ulubione miejsce na modlitwę. Wychodzę na niewielkie wzgórze, siadam na łące pod starą gruszą, w dole jest zapomniany łemkowski cmentarz, a po drugiej stronie rzeki pasą się owce. Lubię tam przychodzić późnym popołudniem albo wcześnie rano, kiedy z doliny podnosi się mgła, czytać Pismo Święte i uwielbiać Stwórcę za dar stworzenia. Każde wyjście w góry jest dla mnie właśnie takim spotkaniem z Bogiem, kiedy doświadczam Jego miłości w pięknie świata, Jego wielkości w majestatycznych górach, Jego obecności w powiewie wiatru. Niezależnie od tego, czy jest to rumuński Retezat, słowacka Wielka Fatra czy Beskid Niski, zawsze kiedy wychodzę na szlak, jestem gotowy na spotkanie z Panem i nastawiam ucha, żeby usłyszeć, co tym razem będzie chciał mi o Sobie powiedzieć.

***

Cieszę się z tego, że udało mi się w tym roku na nowo rozpalić tę pasję, choć w trochę innym wymiarze, bo okoliczności się zmieniają. Od 3 lat mam wspaniałą żonę, a od 1,5 roku jestem tatą Hani, więc czasu na samotne wyjście na szlak w zasadzie już nie ma. Mam jednak to szczęście, że góry to nasza wspólna pasja (poznaliśmy się z Małgosią na kursie dla przewodników) i możemy ją teraz realizować rodzinnie. A co do Hani, to mam nadzieję, że ona też da się nam zarazić naszą miłością do gór.

 


You don`t have permission to comment here!