21
Cz, Sty
25 New Articles

Brat na czterech łapach. To naprawdę możliwe?

FELIETONY
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Nie jest rzeczą, wymaga relacji, komunikuje się i najczęściej łatwiej go “ustawić” niż tego kogoś obok niego – na dwóch nogach. Oto psia refleksja na początek roku.

 

Obrazek międzyświąteczny

Czas końca starego roku prowokował w naturalny sposób do refleksji, podsumowań, rozrachunków tego, co minęło oraz do planów i postanowień na rok już bieżący. Ktoś spłacał długi i uporządkował zobowiązania. Ktoś uzupełniał zasoby do odświętnego bufetu. Ktoś inny dozbrajał się w fajerwerki na jeszcze huczniejsze „danie do wiwatu” na linii zmiany daty w sylwestrową noc. Ktoś kolejny dyskutował o sensie puszczania z dymem i sykiem w nocne niebo wcale znaczących sum. Jeszcze ktoś – zabarwiony bardziej zielono – żachnął się na nieekologię takich projektów, bo „ślad węglowy”, bo decybele, bo naruszenia BHP w laboratorium pirotechnicznym, bo ciężki stres dla naszych towarzyszy na czterech łapach…

 

Franciszkowy przyjaciel

Gdy część naszych katolickich współplemieńców dyskutuje z niesłabnącą żarliwością o niekanoniczności wyłaniania składu podium po ostatnim watykańskim konklawe, zwycięzca klasyfikacji końcowej – z niemniejszą konsekwencją i determinacją – podejmuje w swoim nauczaniu tematy nomen omen radykalnie franciszkańskie. Na marginesie dotykanych przez Niego zagadnień globalnych i gatunkowo ważkich ekonomicznie, społecznie oraz teologicznie pójdźmy w rewiry lżejsze i spójrzmy z półuśmiechem w stronę naszej lewej nogi, przy której w wielu przypadkach znajdziemy... psa.

Pies – pośród innych przedstawicieli ziemskiej fauny – zyskał godność naszego „brata” właśnie dzięki świętemu papieskiemu imiennikowi z Asyżu. Tu uwaga: nigdy nie był przez św. Franciszka – pies ani żadne inne stworzenie – nazwany „bratem mniejszym”. Ten tytuł zastrzeżony jest bowiem definitywnie dla naszych wielebnych franciszkańskich zakonników.

 

To nie takie “hop-siup”

Co to jednak za braterstwo? Pies? Zwierzę? Owszem, bo nie jest to rzecz. Pies nigdy nie powinien być wprowadzany do ludzkiego domu w charakterze zabawki (a jeszcze bardziej – o zgrozo! – prezentu) na impulsywne żądanie, zachciankę czy kaprys dziecka w dowolnym wieku. Decyzję o nabyciu psa winien zawsze podjąć człowiek dorosły, po gruntownym i wszechstronnym rozeznaniu tej sprawy z pełną świadomością ciężaru obowiązków z tego wynikających, jakie bez wątpienia spadną właśnie na niego. To on (czyli Ty!) poniesie koszty ewentualnego zakupu, szkolenia, wyżywienia, wyposażenia, porządkowania i pielęgnacji oraz opieki i leczenia. Dopóki więc nie masz pewności, że podołasz temu szaleństwu – musisz stawiać konstruktywny opór wszelkim porywom rodziny ku „posiadaniu pieska”. Spodziewaj się trzeźwo w psie żywej, wielowymiarowo złożonej istoty psycho-fizycznej!

 

Psia dominacja

Ta istota jest bratem, bo wymaga relacji (sic!). Tak właśnie. Wejdzie do twojego otoczenia i w sobie właściwy sposób potraktuje twoją rodzinę jako swoje stado. Nawiąże liczne interakcje z otoczeniem, zajmie w jego hierarchii pozycję, którą pozwolisz mu zająć i będzie z niej zadowolony, zrelaksowany i dzięki temu nieuciążliwy. Ważne, by była to pozycja właściwa, przede wszystkim nie za wysoka. Jest to tym ważniejsze, im większy i trudniejszy charakterologicznie będzie Twój pies. Będzie bezpiecznie i pokojowo, gdy zwierz pozna i zaakceptuje dopuszczalne dla siebie czasy, miejsca i zachowania, które będą konsekwentnie i niezmiennie respektowane. 

Jeżeli spozycjonujesz go zbyt wysoko, pozwolisz mu decydować o funkcjonowaniu stada, przyjmie to i zrobi wszystko, co potrafi, aby sprostać zadaniu. Niestety, nigdy mu nie podoła, gdyż przewodzenie stadu ludzkiemu nazbyt go przerasta, niemniej uporczywie próbując wykonać zadanie (a da z siebie wszystko), zatruje życie sobie i anturażowi.

 

Obserwator, jakich mało

Czworonożny przyjaciel jest bratem, bo uczy komunikacji, choć sam nie mówi po “ludzku”. Ty musisz zejść na jego – dość prymitywny, co tu kryć – poziom komunikacyjny „dzikusa” z urodzenia. Ty musisz też założyć cele tej komunikacji. Pomijając szkolenia wysokospecjalistyczne, chodzi najczęściej o elementarne posłuszeństwo wycelowane w bezpieczeństwo jego samego, Twoje i innych, oraz elementarny ład w otoczeniu. 

Zwierzę będzie reagować w wymagany przez ciebie sposób na parę prostych lecz bardzo pojemnych poleceń np. „do mnie!”, „noga!”, „zostań!”, „siad!”, „waruj!”, „leżeć!” itp. Najlepiej, gdy każdemu z nich towarzyszyć będzie skojarzony gest (w pewnych sytuacjach pies może nie słyszeć, co mówisz). Uważaj – nie zepsuj tego! Musisz być spójny we wszystkich wymiarach. Także w zakresie intonacji: Dezaprobatę wyrażasz zawsze głosem „ciemnym” i niemiłym, zaś pochwały i zachętę – „jasnym” i czułym, jak do kochanego dziecka. Pies nie rozumie tekstu tyrady, czyta jednak Twoje dysharmonie bieglej niż człowiek i reaguje stosownie do nich. Nie „tiutiaj” zatem, gdy ganisz jego zachowanie, bo nic dobrego z tego nie będzie!

W odwrotnym kierunku będziesz zobowiązany odczytywać stany, nastroje i potrzeby wyrażone w jego własnym systemie znaków i sygnałów, a następnie zaradzać im w godziwy sposób. W jedną i drugą stronę są to Twoje dodatkowe kilogramy do codziennego, męskiego krzyża.

 

Pies impulsem do rozwoju

Dosyć na tym, choć można by jeszcze długo. Gdybym był lekarzem relacji międzyludzkich, wbrew zwyczajowo obelżywemu terminowi „psubrat”, przepisałbym braterstwo z psem większości moich pacjentów uzasadniając receptę powyższym. 

Jeśli dogadasz się z psem, jeśli stworzysz z nim nić porozumienia, możliwą w takiej relacji więź i wzajemne zaufanie, zyskasz na poczuciu własnej wartości, pokorze i szacunku do stworzenia Bożego, na radości kontaktu z otaczającą Cię dobrą i piękną przyrodą, na wyrozumiałości wobec cudzej (a i własnej) niedoskonałości estetycznej i wewnętrznej oraz na rozwoju fizycznym i psycho-zdrowiu.

 

Z człowiekiem trudniej

Codzienny, godzinny spacer w terenie – bez względu na porę dnia i roku, pogodę i niepogodę, stany bliskie euforii bądź depresji – ze zwyczajnego poczucia obowiązku względem kudłatego „brata” stanie się dla Ciebie jak wariant minimalny obmycia twarzy, karku, umysłu i serca czystą i orzeźwiająco chłodną wodą źródlaną. 

Nie ucierpią też ani chybi Twoje miękkie kompetencje przywódcze, kooperacyjne i wychowawcze. Umiejąc mądrze prowadzić psa, będziesz umiał poprowadzić – w zdrowym zarysie – prawie każdego człowieka, choć wymaga to daleko większej cierpliwości i samozaparcia oraz bardziej intensywnego treningu, bo – jak zaświadczy każdy trener psio-ludzkich tandemów – znacznie łatwiej jest dobrze ułożyć nawet zmanierowanego psa niż jego „pana”.


You don`t have permission to comment here!