21
Wt, Wrz
26 New Articles

Bywają sytuacje, gdy wbrew kalkulacji i rozsądkowi, karabiny same zaczynają strzelać

fot. "Denkmal des Warschauer Aufstandes - Warsaw Uprising Monument" by Jutta M. Jenning is licensed under CC BY-NC-ND 2.0

FELIETONY
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Rodzili się na wolności. Nie byli zaprawieni w goryczy długiej niewoli, w dekadach mroku bezsilności, niemożności, niepowodzeń, prób i błędów. Nie mieli do tego cierpliwości. Wierzyli, że można się podnieść z klęski, by chodzić w chwale. Tacy byli – w ich oczach – ich przodkowie: wskrzesili ojczyznę z długiej śmierci. Też chcieli być tacy: wolni, samostanowiący, gospodarze u siebie, pełni godności i słusznej dumy.

 

Zobacz też: Wynik Twojej walki jest w rękach BOGA! 

 

Pokój niewolnika?

Od schylania głowy szybko rozbolały ich karki. Nietrudno zresztą było dostrzec, że z tym okupantem niewiele wskóra się układnością i serwilizmem. Był prymitywnym krwiożercą, choć z pretensjami do szczytów cywilizacji. Jedynie kwestią czasu było trafienie w tryby planu eksterminacji „podludzi”. Nie mieli czasu. Nie w smak była im też bierna grzeczność – udawanie, że ich nie ma, byle się schować, skulić, nie narazić, nie wychylić, nie drażnić, biologicznie przetrwać…

 

Musi walczyć, kto chce żyć 

Walczono wszędzie. Walczyli ich bracia we wszystkich zakątkach świata, gdzie znalazł się żywy wróg i choćby sztuka broni. Teraz zbliżali się do rogatek ich miasta. Byli już o krok – za miedzą. W pędzie i rozmachu. Jakże tak – czekać na braci bezczynnie? Należało wyciągnąć im dłoń na przywitanie, dając się zastać na wiernej służbie. 

Starsi przestrzegali, że nie wystarczy pragnąć i wierzyć w „tajne przymierze z Panem Bogiem”; że trzeba usiąść i dobrze się porachować. Przeczuwali to też oni sami, lecz wojna była faktem, a oni szykowali się do bycia żołnierzami i chcieli być nimi par excellence: Wdziać mundur – nawet improwizowany – z ojczystymi emblematami, chwycić broń i otwarcie pobiec na spotkanie wroga; zwyciężyć albo polec w biegu…

 

Czytaj także: Męskie serce to wolne serce

 

Ryzyk-fizyk 

Bywają sytuacje, gdy wbrew kalkulacji i rozsądkowi, karabiny same zaczynają strzelać. Podobnie było wówczas i tam.

Nie zazdroszczę dowódcom, od których wymagano statecznej odpowiedzialności, trzeźwej oceny sytuacji i wyważonej decyzji a nawet prostej subordynacji odgórnym dyrektywom, by powstrzymać żywioł, uspokoić wrzenie, rozkazać się rozejść, ukryć broń i czekać na lepszy moment.

 

Niesforny sojusznik

Godzina „W” wybiła jako akt obrony koniecznej, gdy jeszcze można było ją aktywnie podjąć i jako kamyk uruchamiający lawinę działania, entuzjazmu i bohaterstwa. Wiara w odrodzenie zmaterializowała się chwilą wolności, której duch powiał nad zniewolonym miastem. „Warszawskie Dzieci” poważyły się na wszystko, na co tylko mogły – ze sporym naddatkiem, biorąc pod uwagę ich wątłe zasoby. Wyzwały i zaszachowały okupanta wewnątrz własnego domu wysyłając sygnał do działania sprzymierzeńcom zewnętrznym. Lawina jednak utknęła w kotle nie mogąc przedrzeć się przez wał strategiczno-politycznych machinacji i kompromisów wielkich koalicjantów. Waleczny, wierny i nieprzejednany, realnie pierwszy sojusznik płonącego Zachodu, jako niesforny i coraz bardziej niewygodny, wymagał skarcenia i odesłania na „właściwe” miejsce. Wschód miał w bród taniej krwi rodzimej produkcji. Flakonik „białopolskiej” był mu żadnym podarkiem – jak ulał w rynsztok! 

 

Co należało zrobić 

Tak właśnie – bez znaku zapytania(!). 

Ostatnich osiemdziesiąt prawie lat przyniosło Powstaniu ’44 zalew na równi wymownych – milczenia i wielosłowia. Tomy naukowo-teoretycznych analiz i sensacyjo-peudohistorycznego gdybania-bajania. Dla każdego coś strawnego; od hagiografii i beatyfikacji po diagnozę choroby psychicznej i zaprzeczenie… Zostańmy w tej pluralistcznej konwencji: Niech każdy pozna, poczuje, dotknie, zgłębi, estymuje sobie po swojemu tamto miejsce i czas! Źródeł inspiracji – od osobisto emocjonalnych po lodowato-statystyczne – jest masa; zapraszam do studiów bez stronniczych wskazówek! 

Był tam wszakże – ponad moją wątpliwość – ocean desperacji samospalenia, krzyku niemożności niedziałania, pierwiastka samobójczego skoku pod bezduszny walec historii na upragnioną podmiotowość, na którą dogasała rozumowa perspektywa i była też aura autoofiary na ołtarzu Pierwszego i Ostatniego z Miłosiernych…

 

Czytaj także: Droga ważniejsza niż cel, walka ważniejsza niż zwycięstwo

 

 


You don`t have permission to comment here!