06
Pt, Sie
22 New Articles

"Syndrom sobotnio-niedzielny" – strzeż się go w wakacje

FELIETONY
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Na cześć uroków świata, potęgi mediów i radosnej „konsumerki”, niech zabrzmi znów z głośników swoiste „piłowanie” rozpoznawalnego performera: „Mamy lato od Wisły aż po Hel, Żółte cabrio wypada mieć, Gołe plecy przez 90 dni…”.

 

Czytaj także: Pojechałbyś jeszcze gdzieś? Ja odkryłem w tym roku Podlasie!

 

Dawna letnia codzienność

No i wystartowały szkolne wakacje A.D. 2020. Gdzie te czasy, gdy miewałem je i ja? Gdzie bezchmurne niebo beztroski, braku poważnych obowiązków i „nicniemuszenia” nad moją lekkomyślną i rozwichrzoną głową? Gdzie czas – gęsty nowością nieznanych wcześniej wrażeń i doświadczeń – mijający jakoś wolniej? Gdzie moja „wszechmoc i nieśmiertelność”? Niedostatek wiedzy, że trzeba się czegoś bać i świadomości własnych granic… Było, minęło – kilka ładnych latek i kilogramów temu... 

 

Dzisiejsza zwykła codzienność 

W powszedniej rutynie, po miesiącach i latach motywowanego samym życiem powtarzania „stałego fragmentu gry”, zwykłe, codzienne czynności wykonujesz automatycznie, jak sprawna maszyna. Chłodny prysznic skierowany własną ręką na własną głowę informuje mnie np. że, nim tu doczłapałem (a jest grubo przed świtem), wstałem z łóżka, posłuszny Tradycji odmówiłem pacierz, podniosłem telefon z podłogi i zahaczyłem o toaletę. Za chwilę spotkam siebie w lustrze, ułożę palcami parę moich włosów, poprawię zarost, zażyję nieco wybranego kosmetyku, wskoczę w przygotowany wczoraj ubiór i będę gotów na szklankę wody z cytryną, Boży Poranek, małe pierwsze śniadanko i przygotowanie drugiego do pracy. Potem śniadanko, termokubek i w samochód! Za półtorej godziny wejdę do siedziby pracodawcy. I tak dalej przez cały dzień, aż po zaśnięcie krótko przed północą – wszystko rozpisane (choć w niepisany sposób) na minuty i sekundy… No dobra – może nie aż tak precyzyjnie, niemniej dosyć powtarzalnie i prawie „w punkt”.

 

Czytaj także: Nicnierobienie potrafi zmęczyć. A odpoczynek? To co innego!

 

Niebezpiecznie wolny czas

Inaczej jest „na wolności” – w czasie, gdy codzienna rutyna zostaje złamana bo np. nie idziesz do pracy. Włącza się „syndrom sobotnio-niedzielny”, wskutek czego to, co zajmuje ci w dniu roboczym 27 minut, trwa – dziwnym trafem – od wschodu słońca do południa… Przy tym nieraz przydarzy ci się zawieruszenie któregoś z elementów układanki, np. Bożego Poranka…

Jeszcze trudniej bywa w czasie wakacyjnego urlopu, gdy tracisz dodatkowo „latarnie morskie” własnego domu i otoczenia, które pozycjonują, kalibrują i stabilizują cię w czasoprzestrzeni, przypominając, skąd spadłeś i co do ciebie należy. To prawda: zyskujesz bezkres prawie nieskrępowanego wyboru czasu, miejsca, rodzaju aktywności albo jej zaniechania. Możesz nagle jakby bardziej decydować czy, co, gdzie, kiedy, w jakim tempie bądź towarzystwie niemniej – zdarza się nierzadko, że wymaga to od ciebie większego wysiłku świadomości i woli.

 

Nowe szanse na relacje

No dobrze – jak prawi „brodaty” śląski humor – „Świadectwo już mam. Teraz tylko tata przyleje po tyłku i wakacje” (polski przekład własny autora). Popełniłem właśnie przedwakacyjne „rekolekcje” w nano-pigułce. Teraz zachęcam cię: przeczytaj jeszcze raz, poszukaj w tym siebie i ogarnij się na okoliczność.

I... „leć”! Czekają nowe miejsca do odkrycia, a i stare, lubiane, do ponownych odwiedzin i „odświeżenia”. Czekają dobre rzeczy do zakosztowania własną sensoryką – pejzaże, aromaty i smaki. Czeka szansa na więcej czasu dla twoich bliższych i dalszych na umocnienie, pielęgnację, a może wręcz nawiązanie relacji…

I nie spinaj się tak! Dasz radę. A im więcej radości i frajdy z tego i z siebie wykrzeszesz, tym lepiej dla wszystkich. Że tak spuentuję rymem rangi amatorskiej: krzesz, a nie grzesz.

 

Czytaj także: W swojej pasji odkrywam siebie i spotykam Boga

 


You don`t have permission to comment here!