05
Cz, Sie
22 New Articles

"Będę mężczyzną, jak moja mama…"

FELIETONY
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

- Tato, co to jest mężczyzna? 

- To ktoś, kto jest silny i dobry, postępuje jak należy, nie zawodzi, kocha, troszczy się i chroni. 

- Aha. To jak dorosnę – będę mężczyzną, jak mama… 

Tak brzmi popularny dialog żartobliwy drukowany chętnie w rozmaitych przewrotach i wariacjach jako motto na kubkach czy T-shirtach ku uciesze i powielany z lubością w internetowych memach. Śmieszy cię? Pomyśl o tym przy Dniu Matki!

 

Bliska od prapoczątku 

Gdy zacząłeś żyć, byłeś niewidoczny dla świata. Najpierw w ogóle niewidzialny gołym okiem, potem przez szereg miesięcy ukryty wewnątrz ciała twojej mamy. Ściśle z nią połączony i żyjący dzięki jej życiu. Wraz z twoim wzrostem, otoczenie zaczęło obserwować objawy twojego istnienia, kiedy mama zmieniała swoje kształty zrazu nieznacznie, zauważalnie tylko dla bystrego i uważnego oka tudzież intuicji innych niewiast, by potem jej błogosławiony stan noszenia ciebie, stał się stopniowo ewidentny dla reszty świata. Gdy tę pierwotną bliskość przerwała chwila narodzin, nie wyglądałeś na zadowolonego i ogłaszałeś to żywiołowo otoczeniu. Uspokajałeś się znowu, gdy jej nowa i zmieniona bliskość przypominała ci chwile bliskości wcześniejszej. 

 

Napinanie pępowiny 

Po pierwszej utracie „łączności przewodowej” oddalaliście się od siebie z mamą bardziej i bardziej. Dyskomfortowe chwile dotykowej rozłąki przedłużały się. Przyszedł czas, gdy odstawiła cię od piersi, byś mógł zacząć zdobywać świat coraz twardszych i doroślejszych pokarmów. Powolutku zacząłeś w twojej kiełkującej świadomości wyodrębniać się, jako istota nie będąca jedno z mamą. Być może był czas, kiedy twoje proste zdania określały ciebie w rodzaju żeńskim, bo naśladowałeś ją we wszystkim, łącznie ze sposobem mówienia o sobie samym. Przyszło do tego, że czas podzielił się na obecność i nieobecność mamy. W tym drugim zdany byłeś na opiekę innych osób – może taty, opiekunki, starszego rodzeństwa, krewnych, wychowawców, nauczycieli itd. Zawsze jednak, gdy coś było nie tak, gdy robiło się przykro, boleśnie, zimno i niedobrze – nadal miałeś najpewniej odruch wołać i szukać twojej mamy. 

 

Odpępnienie

Gdy w scenie z pamiętnej, rysunkowej animacji „Króla Lwa” mały Simba zakłóca sen rodziców, wybrzmiewa tam znamienny dialog: Jego matka – Sarabi – mruczy w półśnie do ojca – Mufasy – „Twój syn się obudził” – a ten odpiera – „Do wschodu słońca to TWÓJ syn”. Oddaje on celnie naturalny i tradycyjny podział wpływów rodzicielskich: W bezpiecznej domenie zacisza domowego, komfortu, spokojnego snu, ciepła, bliskości i pielęgnacji króluje mama, zaś tam, gdzie wychodzi się w świat zewnętrzny z jego nowinkami, ciekawostkami, wymaganiami, wyzwaniami, a nawet zagrożeniami – dominuje tata.

W dawnych latach – gdy wszystko było normalniejsze – słońce wschodziło pewnego dnia nad chłopcem porwanym w środku nocy symulowaną przemocą z czułych objęć mamy przez ojca, stryjów, wujów, kuzynów i starszych braci tudzież dalszych współplemieńców w świat męskiej inicjacji czyli kontrolowanego doświadczenia wysiłku, bólu, cierpienia i walki, które wiązało się z – suto przyprawioną krwią, potem i rzadkimi łzami – misją zapewnienia bytu i kontinuum społeczności przez jej dorosłych mężczyzn. Tam z ich rąk otrzymywał młodzian swoją docelową tożsamość i stawał się jednym z nich. Przestawał bezpowrotnie być synkiem mamy, by za niedługo móc stać się ojcem… 

 

Na obraz i podobieństwo 

Niespodzianka! Opuścisz – mój współczłowiecze – ojca i matkę, by złączyć się z twoją żoną – mamą dla twoich dzieci. Dziwnym trafem będzie ona jednak bardzo podobna do twojej mamy w czymś, co w świadomy (lub nie) sposób utrwaliłeś sobie jako atrakcyjne, dobre, miłe i pozytywne w czasach twojej dziecięcej z nią bliskości… Gorzej jednak, gdy połowica zbyt dosłownie zastąpi ci mamę, bo regresujesz się wówczas na etap twojego synkostwa, potęgując prawdopodobieństwo usłyszenia kiedyś przekazu à la cierpki dowcip jak na wstępie – od własnego dziecka. Nie życzę. 

 

Skazani na jedność

Nie ma rady! We właściwym czasie i miejscu mamy nie może zabraknąć. Musisz zdobyć się na wysiłek budowy twojej jedności wewnętrznej – zgody, spójności, konsensusu, czego właściwie chcesz od życia jako mężczyzna i ojciec z powołania. Zachowując taką jedność własnego serca i ciągle wzrastając w męskich przymiotach z początkowego dowcipu, działać będziesz w poszukiwaniu mamy dla twoich przyszłych dzieci. Gdy ją już znajdziesz i uzgodnisz z nią wspólną wizję realizacji waszych wartości – możecie budować wasz Dom jedności małżeńskiej czerpiącej ze „stołu sakramentów” Kościoła. Wstawicie do Domu „stół łoża”, a potem pościelicie je i ogrzejecie jego pościel wzajemnym i Boskim dotykiem. Wstawicie też i zastawicie razem stół jedności rodzinnej, przy którym będziecie celebrować dzielenie chlebem i radością spotkania, dostawiając – daj wam Boże! – kolejne krzesła, bo przecież, wbrew zapędom świata, który chce byśmy pomylili mamę z tatą, ktoś będzie zaczynać żyć – zrazu niewidoczny dla świata, bo ukryty wewnątrz ciała mamy…

 


You don`t have permission to comment here!