29
Pn, Lis
16 New Articles

"Cały jestem zbudowany z ran"

DUCHOWOŚĆ
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

„Ja – cały jestem zbudowany z ran”. Wszyscy chyba znają – a sporo z was, jak ja, nuciło pewnie – piosenkę Edwarda Stachury: „Ty i ja teatry to są dwa. Ty i ja…”.

Cerkiewny zapach

Często zastanawiam się nad tym, w jaki sposób konstytuuje się to, kim jesteśmy. Jak buduje się nasza osobowość. Patrzę na moje dzieci i zastanawiam się, które z doświadczeń z dzieciństwa zalegnie głęboko w ich sercach, by wzrosnąć po wielu latach. Często w zupełnie niespodziewanych okolicznościach. Jak u pewnego poznanego nawróconego więźnia z Białorusi.

Chłopak wykoleił się wcześnie. Rozpad rodziny, alkohol, bieda. Wylądował na ulicy. Kradzieże, pobicia… A potem więzienie. Wiele lat. Aż któregoś dnia podczas wizyty ewangelizatorów wróciło wspomnienie. Chyba jedyne dobre, jakie miał. Wyjścia z babcią do cerkwi. Zamykał oczy, widział światło pięknych, cerkiewnych świec. A w nozdrzach pojawił się zapach kościelnego kadzidła. I to piękne wspomnienie otworzyło jego serce na przyjęcie Jezusa. Dzisiaj to on od wielu lat opowiada innym, kim był i kim się stał.

Jesteśmy wszyscy bardzo delikatni. Często przybieramy groźną powierzchowność, ale gdzieś tam, w głębi, jesteśmy jak w piosence Stinga – „fragile”. Jesteśmy jak karton ze szklankami w podróży. Delikatność i kruchość cechuje każdego człowieka. Mnie również.


Moje rozbicie

Mając 5 lat, musiałem z moją mamą i siostrą opuścić piękny dom pod lasem. Przenieśliśmy się do dalekiego, obcego miasta, pełnego błota i bloków. Bez domu z ogrodem, bez kochanego psa. Lasu za płotem też nie było. Nie było też ojca. Tak najczęściej zaczynają się historie osób z problemem uzależnienia. Takie osoby mają na starcie problem z Ojcem Niebieskim. No, bo jak go odnaleźć, skoro ten, który miał go przypominać, miał nas do Niego prowadzić, oddalił się?

Wiele lat tylko z nią – mamą. Bohatersko zapracowaną, kochającą. Ale mama to nie jest to samo, co tata. Jak w piosence Arki Noego. To musiała być i była największa rana w moim życiu. W takiej sytuacji młody chłopak bardzo szybko buduje sobie protezę ojca, którego nie ma. Pojawia się idol. Taki trochę na pomniku, taki, za którym poszłoby się w ogień. U mnie też tak było. Często wtedy młody człowiek traci krytycyzm, ślepo przyjmuje nie swoje wartości. Przyjmuje takie, jakie są w pobliżu. W buncie wobec deficytu, którego doświadcza, a który zupełnie podświadomie z siebie wypiera. Pielęgnuje swoje zranienia, które jeszcze podlewają najbliżsi. Podlewają przekazywaną niechęcią do tego, którego nie ma. Często mają w tym wszystkim rację, ale rana staje się coraz większa. Zaczynamy się zmieniać. Pojawiają się w naszych sercach złe uczucia. Projektujemy je na wszystkich w otoczeniu.


Moja klątwa

Ja w czasie mojego dorastania musiałem gdzieś głęboko i zupełnie niespodziewanie wryć w siebie przekonanie, że pieniądze to coś złego, że prowadzą do nieszczęścia. A przecież dla każdego jasnym jest, że to nie one są złe, ale to my czasem nie potrafimy się z nimi obchodzić.

Przez wiele lat błądziłem. Dokonywałem fatalnych wyborów. Również duchowych. Gdy dzisiaj zadaję sobie pytanie, które z moich doświadczeń z nałogami czy toksycznymi duchowościami zraniły mnie najbardziej, nie mam kłopotów z odpowiedzią. Jest ona dość zaskakująca. Bo nie będą to narkotyki, od których Bóg mnie uwolnił, nie będzie to żadna relacja z hinduskimi guru, bo czuję, że modlitwa skutecznie przecięła krępujące mnie więzy. Będzie to rzecz z pozoru niewinna - wizyta u numerologa. Pechowo osoba ta była moim dziekanem w szkole ezoterycznej. Wpatrzony w jej autorytet mocno zapamiętałem wypowiedziane słowa. Stały się klątwą. Powracającym natręctwem. Dziś pewnie nie mają one już mocy. Ale jest jeszcze rana pamięci. I ona wymaga uzdrowienia.

Bóg daje wolność. Żadne z wypowiadanych słów nie mają dzięki Niemu władzy nade mną. Czasem jedynie pamięć przypomina o wydarzeniach minionych. Niegodnych uwagi. Jest jak zadra, która nie chce się odczepić.


Szabla języka

Jest jasnym chyba dla każdego, że mnóstwo zranień przychodzi na nas i od nas wychodzi poprzez nasze usta. Ostre są te strzały, czasem wbijają się w samo serce. Spora część z nas, facetów, ma wybuchową naturę. Walczymy o swoje. Czasem zdarza nam się ucinać głowę innym tylko po to, by być wyższymi. Niestety, to jest i mój przypadek. W kłótniach z żoną, w relacjach zawodowych. Bez pojednania jesteśmy zatruci, rozedrgani wewnątrz. Okropne uczucie, prawda? Ale – całe szczęście – nasz Dobry Bóg jest Księciem Pokoju.

Zdarzyło mi się być kilkakrotnie w bardzo trudnych relacjach zawodowych. Jestem krnąbrny i niepokorny, niestety. Nie lubię słuchać. Wybuchały kłótnie, męska rywalizacja, bój o przewodzenie. Trochę jak w stadzie. Ratunek okazał się prosty – modlitwa o tę konkretną relację, powierzenie jej Bogu. Potem przychodziła konfrontacja – spotkanie i rozmowa. Ten moment z reguły był wypełniony obawą o to, jak będzie. Aż w końcu przychodziła chwila, kiedy czułem, że wkracza On. I nagle spory okazywały się głupie, nic nie znaczące.

Bo Jego miłość jest daleko silniejsza niż nasz gniew i zranienia, które nosimy głęboko w sercu.


You don`t have permission to comment here!