25
Pn, Paź
19 New Articles

Od natchnienia Bożego do natchnienia złego – historia prawdziwa

KIEROWNICTWO
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Warto przyglądać się naszym natchnieniom pod kątem źródła pochodzenia. Dobrze rozpoznane źródło pomoże podjąć dobrą decyzję, co z takim czy innym natchnieniem zrobić. Źródła natchnień to Duch Boży, mój duch i duch upadły. Niby prosty podział, ale w praktyce niespecjalnie oczywisty.

 

Trochę zwięzłej teorii

W codziennym postępowaniu kierujemy się różnymi natchnieniami. Natchnienie rozumiem jako oddziaływanie na mnie, które ma prowadzi do konkretnych działań zewnętrznych czy wewnętrznych. Natchnienie może dotykać naszego intelektu, psychiki, duchowości. W procesie przyjmowania natchnienia wydatnie bierze udział świat naszych emocji. Przyjęte i nazwane natchnienie czasami ubieramy w pojęcie intuicji czy też w pojęcie rozeznania duchowego.

 

Kawałek praktyki

Krzysztof, lat 23, student politechniki, z zamiłowania wolontariusz zaangażowany w posługę bezdomnym. Przychodzi trzy razy w tygodniu pomagać w jadłodajni. Twierdzi, że to Pan Bóg go tam przysłał. Owoce jego pracy są bardzo dobre. Wszedł dobrze w grupę gotujących emerytek, usłużny i posłuszny wobec szefostwa, braterski wobec bezdomnych. Moje rozpoznanie natchnienia po miesiącu posługi w jadłodajni: Duch Boży.

Mijają trzy miesiące. Krzysztof pracuje już pięć razy w tygodniu w jadłodajni, bo tylko tutaj czuje się wartościowy. Nie ma kontaktów z rówieśnikami, ale odkrywa głębokie przyjaźnie z wolontariuszkami po sześćdziesiątce. Jego zaangażowanie i zdolność do posłuszeństwa spowodowały, że opuszcza zajęcia na studiach, aby się poświęcić pomocy innym. Krzysztof jest coraz bardziej przekonany, że to Bóg go sprowadził do jadłodajni, gdyż może ożywić to miejsce. W dzień poświęca się bezdomnym i wolontariuszkom, a w nocy modli się o potrzebne siły, aby mógł uratować wszystkich jemu powierzonych. Moje rozpoznanie natchnienia po czterech miesiącach posługi w jadłodajni: pomieszanie z poplątaniem.

 

Krzysztofa droga donikąd

W skrócie, według mojego rozeznania, wyglądało to mniej więcej tak: Natchnienie z Ducha Bożego prawdopodobnie wzbudziło chęć służenia innym, ale to nie był główny motor sprawczy. Wydaje mi się, że Krzysztof opierał swoje zaangażowanie na swoim duchu. Chciał służyć innym, ponieważ ma w sobie dużą potrzebę osobistego dowartościowania. Tę potrzebę realizował w wolontariacie i posłuszeństwie. I to mu dawało poczucie szczęścia, wartości, pokoju, ale też było realizowaniem swoich własnych potrzeb – typowe natchnienie z siebie samego. W dodatku ubierał to wszystko w opowieść religijną, myląc coraz bardziej swoje własne pomysły z działaniem Ducha Bożego.

To nie koniec. Żeby czuć się jeszcze lepiej, Krzysztof coraz więcej czasu poświęcał na wolontariat i stawał się ślepo oddany i posłuszny. Tutaj pojawia się bardziej widoczne natchnienie z ducha złego. Nasz bohater opuścił swoje obowiązki studenta, nie rozwijał relacji z rówieśnikami, rozdawał siebie innym bez troszczenia się o swoje własne zasoby. Na modlitwie zaczynał oskarżać siebie samego, że nie potrafi sprostać oczekiwaniom Boga i ludziom jemu powierzonym. Duch zły zdecydowanie zwyciężył, opierając swoją taktykę na natchnieniach własnych Krzysztofa. Kusiciel okłamał naszego bohatera, że to Bóg go prowadzi, a tak naprawdę Krzysztof sam się poprowadził, aż po pójście za natchnieniem ducha złego. 

Moja ocena owoców: wypalony Krzysztof, z pretensjami do siebie, z agresją wobec wolontariuszy i pracowników jadłodajni. 

 

Wnioski z tej historii

Łatwo rozpoznajemy Boże natchnienia czy też pokusy złego ducha. Uważam, że mamy problem z rozpoznawaniem naszych własnych natchnień, a przez to często ich nie odróżniamy od innych. Moje własne natchnienia wynikają z mojej historii życia, z moich zranień, z mojego poczucia wartości, z mojego kontaktu z samym sobą. Praca nad tymi przestrzeniami mojego życia jest nieodzowna w procesie rozeznawania natchnień, tym bardziej że jest to trudne bez korzystania z pomocy zewnętrznej.

 

Epilog

Krzysztof po otrzymaniu wsparcia zgodził się na towarzyszenie duchowe, a później na podjęcie terapii. Obecnie ma sporą rodzinę, własną firmę logistyczną i jak mu żona pozwoli, posługuje w jadłodajni dwa razy w miesiącu. Nasz bohater ma nadal natchnienia, żeby poświęcić swoje życie bezdomnym, ale teraz rozpoznaje, że to egoistyczne poszukiwanie zaspokojenia potrzeb, a nie Boże wezwanie. Co ciekawe, mimo że tego nie realizuje, jest szczęśliwym człowiekiem.

 


You don`t have permission to comment here!