06
Pt, Sie
22 New Articles

Top Stories

Grid List

Okres wakacji, zwłaszcza w tym roku, jest zewsząd wyczekiwany. Nie dziwi to w obliczu długich zmagań z obostrzeniami, ograniczeniem kontaktów, nierzadko osobistego doświadczenia choroby czy nawet straty kogoś bliskiego. Jesteśmy spragnieni odpoczynku. Mało tego, potrzebujemy go i jak najbardziej na niego zasłużyliśmy.

Kiedy mówimy o modlitwie, często w pierwszej kolejności myślimy o pacierzu, różańcu, koronkach czy litaniach. Potem o modlitwie myślnej jako rozmowie z Bogiem bez ustalonych reguł albo o różnych formach modlitwy liturgicznej z Eucharystią na czele. Jednak dopiero gdzieś na szarym końcu tej listy przypominamy sobie o Piśmie Świętym. Biorąc pod uwagę, że jako chrześcijanie wierzymy w Boga, który jest osobą, to naszym celem powinno być budowanie z Nim relacji. A jak lepiej budować relację, jeśli nie poprzez dialog? Bóg sam go inicjuje, dając nam do ręki Swoje Słowo.

Pomysł nocnego czuwania obił mi się pierwszy raz o uszy, gdy słuchałem konferencji Michała Piekary do małżeństw. Zaprosił wtedy mężów do takiej formy modlitwy za żony. Pomyślałem sobie: “Gość zwariował. Nie mam co robić o drugiej w nocy…”. Szkoda, że nie posłuchałem.

W pierwszym artykule z tej serii wspominałem, że jedną z nazw spowiedzi świętej jest sakrament zadośćuczynienia. Konieczność zadośćuczynienia wiąże się z przekonaniem, że wszelkie zło narusza właściwy porządek, zaś grzech rani człowieka i koniecznym, oprócz odpuszczenia go, jest naprawa tego, co zostało zniszczone.

Usłyszałem kiedyś anegdotę ks. Piotra Pawlukiewicza: Młody chłopak (powiedzmy, że ma na imię Tomek) zdecydował się pójść do spowiedzi. Przyszedł do kościoła, usiadł sobie w ławce i obserwował kolejkę do konfesjonału proboszcza, ale nie ustawił się w niej. Coś go blokowało – wstyd. „Mam takie rzeczy powiedzieć temu księdzu?! Na pewno się zgorszy…” – myślał, a gula w jego gardle rosła coraz bardziej… Tymczasem kolejka się skończyła. Drzwi konfesjonału się otworzyły i wyjrzał z nich proboszcz. Popatrzył na chłopca i powiedział z lekkim uśmiechem: “Chodź Tomek. Uwierz mi, niczego nowego nie wymyślisz”.

Mocne postanowienie poprawy to warunek sensowności spowiedzi – no bo po co prosić o przebaczenie i odrodzenie jeśli nie mam absolutnie żadnej ochoty na zmianę mojego życia? Poprawa oznacza rozwój, który jest nieodzowny we wszystkich sferach ludzkiego życia: w obszarze fizycznym, by zachować zdrowie, w kwestii pracy, by awansować i godziwie utrzymywać rodzinę, w sferze osobowej, by pomnażać swoje talenty i umiejętności, a także w kwestii naszej duchowości, by relacja z Bogiem stawała się po prostu prawdziwa.

Nasza najbliższa konferencja "Jak budować jedność wśród podziałów?" to nie tylko transmisja online, prelegenci, panele dyskusyjne czy networking. Będzie to też okazja do spotkać się "face to face"! Wielu z nas ruszy bowiem po transmisji w nocną pielgrzymkę w małej grupie do wybranego sanktuarium. Jej hasło to "Stań w wyłomie!".

Z jakimi liniami podziału mamy do czynienia w Kościele i którędy prowadzi droga do jedności? 18 maja Mariusz Marcinkowski i Jarosław Kumor z formatu "Mężczyzna w Kościele" rozmawiali na ten temat z dziennikarzami zajmującymi się tematyką kościelną.

Listopad, a w jego ramach ten szczególny dzień symbolizujący odzyskanie przez nas niepodległości, to dobry czas na refleksję nad patriotyzmem. Mam wrażenie, że po setkach lat trudnej historii, jesteśmy jeszcze na drodze poszukiwania pozytywnego sposobu jego przeżywania i wyrażania. Co jakiś czas miotamy się między skrajnościami naiwnego kosmopolityzmu i nacjonalizmu napędzanego syndromem oblężonej twierdzy. A co mówi na ten temat Kościół?