24
So, Paź
38 New Articles

Droga ważniejsza niż cel, walka ważniejsza niż zwycięstwo

Na zdjęciu: Autor tekstu tuż po zagraniu kończącym finał Mistrzostw Polski juniorów 2020. Fot. PZPŚ

OKIEM TRENERA
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Gdyby któryś z trenerów, pracujących w PlusLidze czy Ekstraklasie użył tytułowego sformułowania na konferencji prasowej po kilku przegranych meczach albo ostatnim miejscu w turnieju, to prezesi klubu łącznie z kibicami w nieparlamentarnych słowach podziękowaliby mu za współpracę. Czy takie słowa to faktycznie tylko utopia?

 

Liczy się proces

Dzisiaj świat promuje kult zwycięzcy, indywidualizm, bycie „number one”. Drugi jest pierwszym przegranym. Tymczasem o klasie trenera czy zespołu wcale nie świadczy liczba medali i tytułów na koncie. Trener Daniel Castellani, który zdobył z reprezentacją Polski Mistrzostwo Europy w Turcji w 2009 r. oraz liczne Mistrzostwa Polski ze Skrą Bełchatów, mówił: „Zobacz drużynę na początku sezonu, oceń jej potencjał i zobacz jej braki. Później przyjrzyj się tej samej drużynie na końcu sezonu i oceń ile się zmieniło.” Jego zdaniem to jedyna słuszna i miarodajna ocena wielkości trenera i zespołu.

Może być tak, że drużyna poprawi swój potencjał o około trzydzieści procent w porównaniu z początkiem sezonu, a wystarczy to „tylko” na 5. miejsce. I odwrotnie: drużyna, mająca świetnych zawodników i indywidualności, pogorszy swoją grę o około dziesięć procent i mimo to może osiągnąć mistrzostwo, a rolą trenera jest tylko „nie przeszkadzać” zawodnikom.

 

Skoncentruj się na drodze i postawie zwycięzcy

Sukcesu nie osiąga się z dnia na dzień. Sukces wymaga czasu i zaangażowania. Budowanie relacji i więzi, wartości i postaw, jest fundamentem każdej mistrzowskiej drużyny. Wtedy wygrywanie stanie się wypadkową wyżej wymienionych komponentów. Koncentracja na “podróży” otwiera szansę na stworzenie niewiarygodnie trwałego sukcesu.

Cztery lata temu, gdy odchodziłem z AZS-u Politechniki Warszawskiej, grającej w PlusLidze, do juniorskiej drużyny MOS-u Wola, chciałem być niczym wielki trener, złoty medalista olimpijski, śp. Hubert Jerzy Wagner, i naśladując wielkiego mistrza, mówiłem wszem i wobec: „Interesuje mnie tylko złoto”. Tą retorykę przejęła również moja drużyna. Przecież w Politechnice pracowałem z mistrzem świata Pawłem Zagumnym i wspaniałą młodzieżą, która w 2018 r. sięgnęła po Mistrzostwo Świata – Arturem Szalpukiem i Olkiem Śliwką, więc „wiedziałem” jak się robi mistrzostwa.

 

Medale już były na szyi

Niestety, gdy z juniorską drużyną MOS-u w 2017 r. w dobrym stylu dotarliśmy do wielkiego finału Mistrzostw Polski zabrakło nam przysłowiowej kropki nad „i”. Prowadziliśmy z Jastrzębskim Węglem 2:1 w setach i mieliśmy przewagę punktową w secie czwartym. Już wieszaliśmy sobie złote medale na szyjach i to nas zgubiło. Od tamtego czasu sporo się nauczyłem – m.in. o tym, że herb na koszulce jest ważniejszy niż nazwisko na plecach. Rok temu zajęliśmy z drużyną MOS-u czwarte miejsce w mistrzostwach Polski – teoretycznie najgorsze dla sportowca – a ja jak nigdy byłem dumny z chłopaków. Walczyli jak gladiatorzy o każdą piłkę i dawali radość naszym kibicom. 

 

Nowa droga

Zrozumiałem, że aby zwiększyć swoje szanse na zwycięstwo, muszę skupić się na rozwijaniu wśród swoich zawodników postawy mistrzów. Ten pomysł zaczęliśmy wdrażać z obecną drużyną od wakacyjnych obozów. Chłopcy mieli do przeczytania książkę Jona Gordona „Autobus energii”, dającą lekcje motywacji oraz mówiącą o rozwoju mentalnym drużyny. Przerabialiśmy po trzy rozdziały w ciągu dnia. Dzięki codziennym spotkaniom, zawodnicy pod moim nadzorem sami stworzyli nasz kodeks oraz cele na sezon (szczegółowe i mistrzowskie). Uczyli się odpowiedzialności za siebie i grupę, wierności oraz posłuszeństwa. 

W zbudowaniu mistrzowskiej drużyny pomogło nam wykorzystanie czasu pandemii jako szansy rozwoju. Nasza idea „Kompanii Braci” okazała się strzałem w dziesiątkę. Łącząc się on-line na webinarach, indywidualnych rozmowach czy wyzwaniach fizycznych, kultywowaliśmy braterstwo, wytrwałość, etykę pracy oraz walkę z własnymi słabościami. Chłopcy dali się prowadzić. Nikt nie pozostawał sam, ale wzajemnie się wspieraliśmy. Dzięki temu, gdy doszło do naszych Mistrzostw Polski, okazaliśmy się bezkonkurencyjni. Wygraliśmy w półfinale oraz w finale dwa tie-breaki na przewagi: z ubiegłorocznym Mistrzem Polski Treflem Gdańsk i głównym faworytem do złota Jastrzębskim Węglem.

 

Niewyczerpany potencjał

Po meczu półfinałowym nasz zawodnik mówił w wywiadzie, że dzięki pracy w czasie kwarantanny są gotowi w finale zagrać nawet siedem setów. Jak wiemy, wygraliśmy go w dramatycznych okolicznościach w pięciu. A wygrana w finałowym tie-breaku, gdy przegrywa się 4-9 świadczy o niesamowitej sile i wierze zespołu.  Nie mieliśmy gwarancji, że „Kompania Braci” zwiększy nasze szanse na zwycięstwo. Nawet się nad tym nie zastanawialiśmy, po prostu chcieliśmy się doskonalić i grać swoją najlepszą siatkówkę. W ten sposób zwiększaliśmy szanse na zwycięstwo. 

Stworzenie spójnego zespołu jest jedną z ważniejszych rzeczy, jakie może zrobić trener. Nie mogę traktować graczy jako narzędzia do wygrywania, ale chcę dawać im narzędzia, które będą kształtowały ich życiowe kręgosłupy. Właśnie w tym tkwi istota sportu – w kształtowaniu mistrzowskich postaw. Wychowując mistrzów, wychowujesz ludzi, którzy potem będą zmieniać świat na lepsze.  


You don`t have permission to comment here!