04
Pt, Gru
37 New Articles

Trzy lekcje od "Lewego"

Sven Mandel / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0); modified (cutted)

SPORT
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Fala radości i dumy po zdobyciu przez Roberta Lewandowskiego wraz z Bayernem Monachium najważniejszego klubowego trofeum w piłkarskim świecie sprawia, że można byłoby wystawić mu laurkę i pozachwycać się nad jego sezonem życia, który w opinii bardzo wielu ekspertów sytuuje go obecnie na pozycji najlepszego piłkarza globu. W poniższym tekście postaram się zostawić zachwyty na boku i czegoś się od “Lewego” nauczyć.

 

Na początek maleńki uszczerbek

Pochwały są oczywiste. Właściwie, kto śledzi mniej więcej rozgrywki klubowe w Europie, ten przyzwyczaił się, że Lewandowski zdobywa gole. Robi to metodycznie i stale. Ma swoją dobrze dobraną i zdefiniowaną rolę na boisku i parametry fizyczne, które nauczył się wykorzystywać. 

Ciążyła na nim opinia, wedle której nie potrafi zdobywać goli w meczach o wielką stawkę. Kto bardziej czepliwy, mógłby znaleźć jej potwierdzenie w finałowym meczu Ligi Mistrzów, którym żyją dziś kibice. Trudno jednak dostrzec, by ktokolwiek z piłkarskich znawców podnosił ten fakt jako zarzut. 

Mecz był jaki był. Jak to często bywa w przypadku finałowych potyczek, przypominał nieco partię szachów. Niemiecki klub wygrał, mając dobry pomysł na grę i konsekwentnie go realizując. Każdy wiedział, że Lewandowski będzie głównym celem obrońców klubu z Paryża. Najlepszym tego przykładem jest akcja, w której padł jedyny gol tego finału. Zdobył go skrzydłowy Bayernu Kingsley Coman, który był niepilnowany właśnie dzięki zaabsorbowaniu obrońców Lewandowskim. Swoją drogą “Lewy”, mimo bardzo ścisłej “opieki” defensorów, conajmniej dwukrotnie zagroził bardzo poważnie bramce rywali i nie było to jedynie “dołożenie nogi” po jakimś dokładnym na milimetry podaniu. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że malutki niedosyt pozostał. 

 

Było pod górkę

Trudno mi sobie wyobrazić, by sam Lewandowski tak zupełnie obojętnie podchodził do myśli o swoim wkładzie w triumf klubu w finale Ligi Mistrzów w postaci strzelonej bramki. O tyle mam nadzieję, że najlepszy polski piłkarz nie straci motywacji do dalszej ciężkiej pracy, by dostać kolejną finałową szansę w tych elitarnych rozgrywkach i poznać smak strzelonego gola w tym decydującym meczu, a przez to dać kibicom jeszcze większą radość.

Może się tak stać, jeśli Lewandowski pozostanie po tym sukcesie tak samo pracowitym piłkarzem, jak do tej pory. Nie sądzę, by ktokolwiek przypuszczał, że osiągnie taki poziom, kiedy przechodził ze Znicza Pruszków do Lecha Poznań. Naturalną drogą rozwoju chłopaka, grającego w podwarszawskim klubie wydawało się wtedy przejście do Legii Warszawa, ale tam go... nie przyjęto i to dwukrotnie. Nie sądzę też, by ktokolwiek wyobrażał sobie takie osiągnięcia piłkarza, gdy z Lecha Poznań przechodził do Borussi Dortmund. To stamtąd trafił do swojego obecnego klubu, z którym wdrapał się na piłkarskie szczyty.

 

Lekcja pierwsza

Kto śledzi jego grę, nie ma wątpliwości, że pracowitość to jego drugie imię. Z każdym rokiem, zwłaszcza na etapie niemieckim, stawał się coraz bardziej wszechstronny, silny i mało kontuzjogenny, a to w przypadku napastnika ma niebagatelne znaczenie. Metoda małych kroków, która przyświeca nam w formacji na Drodze Odważnych, nie może mu być obca. Jest w tym pewna, charakterystyczna dla niemieckiego sposobu pracy, konsekwencja i wytrwałość. Tylko Lewandowski wie ile zniechęcenia musiał pokonać, z ilu porażek się podnieść i ile razy wracać na ścieżkę wiernej, codziennej pracy treningowej.

 

Lekcja druga

W pomeczowym studio po triumfie Bayernu w Lidze Mistrzów, od jednego z ekspertów padło pół żartem, pół serio stwierdzenie, że motywacją dla “Lewego” na kolejny sezon będzie nie tylko wizja zwycięstwa w Lidze Mistrzów, ale też wspomniane przeze mnie strzelenie gola w finale. Nie można tego wykluczyć, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że ciągłe sukcesy Lewandowskiego w lidze niemieckiej i kolekcjonowane seriami tytuły króla strzelców to efekt myślenia nie tyle o “medalach”, co o byciu ciągle lepszą wersją siebie na boisku. Wszak, kto się nie rozwija, ten się cofa.

 

Lekcja trzecia

To ciągłe dążenie do doskonałości, w którym Lewandowski po piłkarsku jest mocno zaawansowany, to dobra inspiracja dla mnie w codzienności, w podejmowaniu fizycznego rozwoju. Ale sportowcy, tacy jak on, pokazują mi też metodę: wierność małym krokom, konsekwencja, regularność. Oto dwie lekcje. Trzecia dotyczy ojcostwa. Wzruszający był pomeczowy wywiad “Lewego”, w którym mówił o swoim nieżyjącym już ojcu. Gdyby ten nie woził go jako młodego chłopaka na treningi, zapewne nie byłoby dziś “Pana Piłkarza” Lewandowskiego. Oto moja rola jako ojca – nie zabijać w dzieciach naturalnej pasji i wspierać ją jak tylko mogę. Efekty mogą być naprawdę piękne.


You don`t have permission to comment here!