04
Pt, Gru
37 New Articles

W zdrowym ciele zdrowy duch (i lepsze relacje)

SPORT
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Kto nie chciałby, aby jego dzieci były inteligentne, mądre, utalentowane? Warto w tym kontekście zapytać, czy w równym stopniu doceniamy ich rozwój fizyczny. Często wielu z nas, rodziców, zapisuje dzieci na przeróżne dodatkowe języki obce, do szkół muzycznych, na szachy, tańce..., zapominając że dzieci potrzebują również ruchu fizycznego. 

Ruch przecież pobudza rozwój psychiczny naszych dzieci. Cały organizm, w tym mózg, dobrze dotleniony przez ruch, łatwiej opanowuje nowe umiejętności i jest zdolny do większego wysiłku, aktywniej poznaje świat. Dzięki temu ten, kto rusza się, jest regularnie aktywny sportowo czy rekreacyjnie - czuje się lepiej nie tylko fizycznie, ale też psychicznie i duchowo. Nie bez powodu powstało powiedzenie: w zdrowym ciele zdrowy duch. Wysportowane, sprawne ruchowo dzieci z reguły są odważniejsze, pewniejsze siebie, łatwiej odnajdują się w grupie rówieśników i są mniej narażone na kontuzje, wypadki (bo mają lepszą koordynację, rzadziej upadają itd). Zatem celem sprawności fizycznej jest pozytywne zdrowie, nie tylko fizyczne.

Czym skorupka za młodu…

Moi rodzice z różnych przyczyn nie uprawiali żadnych sportów. Między innymi dlatego, że wcześniej w ich domach nie było na to czasu, miejsca ani możliwości – pochodzą z małych wiosek i pewnie do głowy ludziom nie przychodziło, by po ciężkiej pracy w polu czy na gospodarce np. biegać po wsi :). A jakiekolwiek kluby sportowe tuż po II wojnie światowej były głównie w miastach. Ja też z wczesnego dzieciństwa pamiętam tylko spacery z rodzicami po parkach w mieście. 
Moje podejście do sportu zmieniło się w 4. klasie podstawówki. Wcześniej lubiłem tłuc się z kolegami na przerwach w szkole, wspinać po drzewach, jeździć na rowerze. Ale gdy koledzy namówili mnie, by zapisać się na zajęcia judo, odkryłem z czasem, że to był strzał w dziesiątkę. Tego mi trzeba było! Systematyczne treningi, mimo że wymagały dojazdu w jedna stronę ok. godziny, pomogły mi porządkować i wykorzystywać czas po lekcjach. Wpadłem w pięknie ułożony rytm dnia: szkoła, obiad, trening, kolacja, lekcje, spanie. A po treningach sen był rzeczywiście mocny :). Nie miałem czasu na trwonienie go, coraz mniej głupot robiłem po lekcjach. Jak był czas nauki - to uczyłem się, bo wiedziałem, że nie mam go za dużo. To dało też efekty w lepszych ocenach. Rzeczywiście sport był tu pomocny. 6 lat treningów spędzonych w pocie na macie zaplusowało korzyściami w wielu przestrzeniach: zdecydowanie większa od przeciętnej sprawność fizyczna, pewność siebie w kontaktach z rówiesnikami (zwłaszcza z tymi, z którymi lubiliśmy się wcześniej tłuc :). Nie do przecenienia jest też złapanie bakcyla i w ogóle pozbycie się strachu przed dużym wysiłkiem fizycznym. Z czasem przyszły kolejne sporty i aktywności: turystyka górska, narciarstwo biegowe, kung-fu, biegi maratońskie, triatlon. Po drodze były też studia na AWF, naturalnie wynikające z takich zainteresowań. Gdy założyliśmy rodzinę, widząc więcej plusów niż minusów dużej aktywności fizycznej, zaczęliśmy z żoną zaszczepiać taki styl życia także naszym dzieciom. Udało się to z Bożą pomocą osiągnąć. Widzimy nawet, że w wielu dziedzinach sportowych i w turystyce dzieci zdecydowanie nas już „przeskoczyły”. Jeżdżą znacznie częściej i dalej od nas w świat. Wspólne nawyki, pasje sportowo-turystyczne także procentują – bo coraz częściej się zdarza, że dzieci wymyślają jakąś aktywność sportową czy turystyczną, wszystko same organizują i zabierają nas ze sobą – tak jak my kiedyś ich :). W ostatnim roku z ich inicjatywy np. zdobywaliśmy kilkukrotnie górskie szczyty o wschodzie słońca i zwiedzaliśmy Londyn, mieliśmy piękną całodniową wycieczkę rowerową po Spiszu i Podhalu.


Od kiedy zaczynać przygodę ze sportem i turystyką z dziećmi?

Najwcześniejsze wspólne, rodzinne aktywności pojawiły się już w pierwszym roku życia pierworodnego syna. Chodziliśmy z nim na basen, oswajając z wodą poprzez zabawy. Jak tylko nauczył się chodzić, zabieraliśmy go na górskie wycieczki – a gdy się zmęczył, wskakiwał do nosidełka. Szybko nauczył się jeździć na rowerze - najpierw na czterech, potem na dwóch kółkach. Gdy na świat przyszła córka, aby wspólnie jeździć rodzinnie, kupiliśmy przyczepkę do roweru, gdzie wygodnie mogła podróżować. Wraz z narodzinami kolejnych dzieci trzeba było stopniowo dokupować rowery, hulajnogi, deski, narty i drobny sprzęt wodny i turystyczny – każdy przecież chciał mieć swój plecak, buty, rower, narty itp. (ale kajaki mamy tylko dwa :) )

Kolejne dzieci, kolejne aktywności i możliwości. Gdy było ich już sześcioro - nie dało się uprawiać sportu wspólnie całą rodziną. Starsi nudzili się, gdy uczyliśmy np. najmłodszego narciarza czy rowerzystę, więc z czasem zapisywaliśmy dzieci na różne zajęcia w zależności od ich upodobań: pływanie, judo, piłka nożna, szkółka narciarska, gimnastyka, triatlon, karate, kung-fu. Ponieważ najczęściej dowożącym na zajęcia jestem w rodzinie ja – staram się tak dobierać zajęcia, by nie być wyłącznie kierowcą, lecz ćwiczyć w tym samym czasie razem z nimi lub w innej wiekowo grupie jednocześnie. To daje dodatkowo poczucie, że robimy coś razem, razem się dopingujemy, zachęcamy. Doskonały sposób na walkę z lenistwem. Oj, dzieci potrafią zmotywować zmęczonego tatę :).

Od czasu gdy poszły do przedszkola, staram się brać udział z dziećmi w różnych zawodach najczęściej organizowanych lokalnie (biegi, rajdy rowerowe, triatlonowe) lub w najbliższej okolicy (szkoda nam czasu na dalsze dojazdy). Mamy wówczas możliwość dopingować się wzajemnie, przeżywać wspólnie porażki, świętować sukcesy, a przy okazji pogłębiać nasze relacje, uczyć się od siebie, mobilizować do ćwiczeń, przygotowań.

Wspólnie spędzony czas jest niezwykle cenny – widzimy się nie tylko przelotnie w domach, ale mamy wspólne zainteresowania sportowe czy turystyczne. Oczywiście nie wszyscy z nas lubią i robią to samo. Widzimy z żoną jak z czasem udaje nam się przekonać kolejne dzieci do wspólnego biegania na długich dystansach (kilkoro z nas przebiegło już maratony), do turystyki rowerowej czy narciarskiej. Także prawie wszyscy z nas (jedna z córek na razie się wyłamuje :( ) dojeżdżają do pracy czy do szkoły rowerami. Przez cały rok (także zimą) hartujemy się w ten sposób i możemy przed lekcjami czy pracą dobrze dotlenić i rozruszać zaspane mózgi :) . Do szkoły w jedną stronę mają 6 km, do pracy - 10 km, więc jak się komuś zdarza grzebać przy śniadaniu, to i spocić się zdążymy, pedałując :).

Wspólna jazda ścieżką rowerową do szkoły czy do domu jest kolejna okazją, żeby trochę porozmawiać, pożartować czy zatrzymać się na lody :). Zdobyta kondycja umożliwia potem wspólne wyprawy wakacyjne na rowerach, gdy trzeba przejeżdżać dziennie ponad 100 km z obładowanymi sakwami.

Zimą nie może być inaczej – od najmłodszych lat jeździliśmy z naszymi maluchami na narty. Z Krakowa w góry mamy blisko, więc i możliwości uprawiania narciarstwa są. Dla dzieci na początku łatwiejsze zawsze były narty zjazdowe, a dopiero z czasem przechodziliśmy stopniowo z każdym z nich na biegówki czy turystyczne narty. To dopiero jest prawdziwe narciarstwo – cały dzień idziemy po ośnieżonych górach bez stania w kolejkach do wyciągu z coraz to innym widokiem. A zamiast wydawać na wyciągi, możemy pozwolić sobie na dobry obiad w schronisku.

Dłuższe rodzinne aktywności

Wakacje staramy się spędzać aktywnie: namioty, śpiwory i - albo wędrówki w górach, albo jazda rowerami, albo caravaning czy tramping np. wzdłuż wybrzeża jakiegoś morza.

Prawie nigdy nie rezerwujemy pobytów na wakacje. Tylko raz na kilka lat zdarzało się, że wybieramy gdzieś pobyt stacjonarny (a jeśli już, to tylko kupowaliśmy same noclegi i tylko poza sezonem). Choć i wtedy zabieramy ze sobą sprzęt w zależności od miejsca, które odwiedzamy - rowery albo sprzęt wodny czy narciarski. Nigdy nie byliśmy na wczasach typu all inclusive czy nawet na zwykłych stacjonarnych wczasach w Polsce. Dla ośmioosobowej rodziny to byłby wydatek naprawdę spory. Niestety wtedy, gdy wszystkie dzieci były poniżej 18 lat, nie było jeszcze 500+ :) . Ale też nie lubimy dużych skupisk ludzi, gdy chcemy poprzebywać ze sobą i blisko przyrody. Zresztą przy naszych preferencjach, by codziennie coś nowego zobaczyć, łatwiej nam nie planować wakacji w jednym miejscu. Po prostu wybieramy region, gdzie chcemy je spędzić, pakujemy auto po dach (a nawet na dachu) i w drogę. Śpimy tam, gdzie uda się dojechać i gdzie jest dla nas atrakcyjnie. Czasem jedziemy w taki sposób w kilka rodzin.

Z czasem dzieci zaczęły też wyjeżdżać w towarzystwie rówieśników - biwaki, rajdy, obozy, trampingi. Czworo z nich to bardzo aktywni harcerze (byli drużynowymi, pracują w kadrach hufców czy chorągwi). A te wyjazdy to także wyjątkowo dużo ruchu i przygód :).

Koszty oraz gdzie to wszystko trzymać?

Z reguły kupujemy sprzęt używany. Ze względu na wiele wydatków w sporty letnie i zimowe oraz turystykę nie chcemy wydawać fortuny. Traktujemy to nie jako konieczne wydatki, ale jako świetną inwestycję w dzieci i w nas. Inwestowanie w sprzęt zaczęło się, gdy najstarsze dziecko wyrosło z pierwszego roweru, który dostało od dziadków. Trzeba było kupić mu większy rower, a jego sprzęt przeszedł na młodszych. I tak już było z każdym rokiem i trwa nadal - z różnymi sportami. Każdy z członków rodziny ma minimum jeden rower do różnych celów. Trzeba było postawić osobną wiatę koło domu. Gdyby nie to, że mieszkamy w domu z garażem i strychem, to nie wiem, gdzie pomieścilibyśmy całą resztę sprzętu. Odkąd stoi nasz dom, ani razu w garażu nie stał w nim samochód. Zajmują go narzędzia i sprzęty sportowo-turystyczne. Bo gdzie pomieścić namioty, karimaty, śpiwory, sakwy, kilkanaście kompletów sprzętu osobno do zjazdówek, osobno do biegówek czy skiturów?

Są zatem jakieś niedogodności, gdy duża rodzina chce być aktywna. Jednak plusów jest znacznie więcej.

Trudniej byłoby nam żyć bez ruchu, bez sportu, bez aktywności.

Inwestujcie w siebie przez sport i turystykę. Warto.

Marcin Nowik
Marcin Nowik
Dzięki za ten tekst. Czuję się ć, aby w mojej rodzinie wprowadzić więcej aktywności fizycznych. Na ten moment jeździmy trochę na rowerach i gramy w badmintona.

You don`t have permission to comment here!