04
Pt, Gru
37 New Articles

Powrót klubowej legendy uświadomił mi coś ważnego

fot. Anna Jajkiewicz / stalmielec.com

SPORT
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Wielka firma wraca na polskie salony piłkarskie. Chciałoby się powiedzieć, że awans Stali Mielec do Ekstraklasy jest powrotem zasłużonego klubu tam, gdzie jego miejsce. To wydarzenie udowadnia mi po raz kolejny, że budżety nie grają, a determinacja i wola walki to fundament sukcesu.

 

Podróż sentymentalna

Jestem z Kielc. Dla ludzi, interesujących się światem kibicowskim w Polsce, komunikat jest już pewnie jasny. Wzrastałem w atmosferze (powiemy po naszemu) rozwoju fizycznego opartego o niemal codzienne kopanie piłki. Byli tacy, którzy chcieli tylko kopać. Byli i tacy, którzy prócz biegania po boisku, biegali też na stadion. Dla młodego kibica kieleckiej Korony nazwy takie jak Stal Mielec czy Sandecja Nowy Sącz były niemal świętością. Były to wieloletnie tzw. zgody kibicowskie. 

Mimo, że drużyny nie grały w tych samych klasach rozgrywkowych, Mielczanie przyjeżdżali na mecze do Kielc, a Kielczanie jeździli do Mielca. Każdy wiedział, że z Mielcem i Nowym Sączem jest trwała sztama. Dziś zgód już nie ma, ale mój sentyment do Stali pozostał, a awans mieleckiego klubu do Ekstraklasy jest dla mnie pewną osłodą w sytuacji, gdy spada Korona. Inna sprawa, że w Ekstraklasie wreszcie zagra jakakolwiek drużyna z podkarpackiej części Polski, a takiej sytuacji nie mieliśmy od 1996 r., kiedy spadek zaliczyły Siarka Tarnobrzeg (leżąca dziś w Podkarpackiem) i właśnie Stal Mielec.

 

Drugie, a nawet trzecie dno

Ten awans jest symboliczny. Z jednej strony do Ekstraklasy wraca legenda. Biało-niebiescy to Mistrz Polski w sezonach 1972/73 i 1975/76. Ten drugi triumf połączony był ze zdobyciem Pucharu Polski i dotarciem do ¼ finału Pucharu UEFA. Jednak nie tylko to tworzy legendę Stali. Ten klub nieodłącznie kojarzy się z największymi sukcesami reprezentacji Polski. Dość powiedzieć, że Henryk Kasperczak, Grzegorz Lato i Jan Domarski, którzy rozmontowali angielską defensywę w słynnym meczu na Wembley w 1973 r., byli wtedy piłkarzami Stali Mielec. O późniejszych popisach strzeleckich Grzegorza Laty nie trzeba już nawet pisać.

Druga strona mieleckiego medalu to charakter dzisiejszej drużyny. Szefostwu klubu należą się gratulacje za konsekwentne działania, dążące do poprawy jego pozycji na zapleczu Ekstraklasy. Od czterech lat ta pozycja była coraz lepsza. Najpierw miejsce 10., potem 8., w zeszłym sezonie 3. i awans, który przeszedł koło nosa, a w tym roku upragnione miejsce 2. i powrót do grona najlepszych polskich klubów. Gratulacje należą się kadrze z tego sezonu, która nie odpuszczała i zostawiała na boisku kawał zdrowia, mając świadomość, że mielecki Klub nie jest finansowym potentatem.

 

Siła wewnętrzna decyduje

Mówi się, że w świecie piłki nożnej rządzą pieniądze. Na szczytach światowej piłki klubowej rzeczywiście ci najbiedniejsi nie mają szans. Polskie warunki są nieco inne. Stal bez pomocy miasta miałaby problem z uzyskaniem licencji na grę w Ekstraklasie, ale od strony sportowej pokazuje, że jest na to absolutnie gotowa. Determinacja i wola walki dały zwycięstwo. 

Dobrze się patrzy na takie historie, bo one utwierdzają w przekonaniu, że o chociażby zwyczajnym sportowym trybie życia na co dzień nie decydują zewnętrzne warunki i wyolbrzymiane często przeciwności, ale samozaparcie i wiernie realizowany wysiłek.


You don`t have permission to comment here!