06
Pt, Sie
22 New Articles

“Rzuć wszystko i wyjedź w Bieszczady” – relacja z Biegu Rzeźnika

Autor tekstu na mecie Biegu Rzeźnika

SPORT
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Bieg Rzeźnika to jeden z najtrudniejszych biegów górskich organizowanych w Polsce. Ponad 80 km wymagającej trasy o dużych przewyższeniach (ponad 3500 m wysokości) i w wyjątkowo uciążliwych warunkach rozciąga się na malowniczym bieszczadzkim krajobrazie i w przyjaznej atmosferze ludzi kochających góry i biegi. W tym roku impreza obchodziła 18. rocznicę powstania i zawody rozgrywane były w formule festiwalu biegowego trwającego od 28 maja do 5 czerwca.

 

 

Czytaj także: Sport dla szaleńców? Dla mnie to okazja do zmiany siebie

 

Bieg Rzeźnika – może kiedyś...

Był to dla mnie od wielu lat jeden z nieosiągalnych celów biegowych. Zakładałem, że najpierw zaliczę maraton, potem spróbuje sił w górach i może kiedyś zdołam przygotować się do takich zawodów. Niestety nie wyznaczyłem sobie konkretnej daty i nie miałem planu na przygotowanie. Z roku na rok zaliczałem kolejne maratony i zawody triathlonowe, ale nigdy nie czułem się gotowy, aby ruszyć w góry. Chwycenie byka za rogi paradoksalnie wiązało się z propozycją uczestnictwa w innym szalonym wyzwaniu – triathlonie górskim o nazwie Wataha. Bieg Rzeźnika doskonale wpisywał się w plan treningowy do tej jeszcze bardziej ekstremalnej imprezy. Tu pojawił się ważny czynnik motywacji brata ze wspólnoty, który był zdeterminowany do udziału i szukał ekipy, żeby stanąć na starcie Watahy z drużyną Odważnych.

 

Wsparcie i braterstwo

Bieg górski to wyzwanie nie tylko fizyczne, ale i mentalne. Wymaga przygotowań i samozaparcia, aby nie zniechęcić się, gdy przyjdzie kryzys. Właśnie dlatego na dwóch najtrudniejszych trasach – Rzeźnika i Rzeźnika Ultra można pobiec jedynie w parach. Partner jest zabezpieczeniem i wsparciem. Na mecie muszą zameldować się razem, aby bieg został zaliczony.

Na Drodze Odważnych jest tak samo. Każdy ma brata – tzw. socjusza – który ma za zadanie wspierać i odwrotnie – sam potrzebuje często wsparcia. Analogia jest bardzo obrazowa. Łatwiej nam przejść (a w przypadku Rzeźnika przebiec) przez górki i doły, gdy mamy kogoś obok – jesteśmy w relacji braterstwa.

 

Czytaj także: Nocny wysiłek ciała budzi mojego ducha [Świadectwo z EDK]

 

Nie taki Rzeźnik straszny...

Przygotowany w sposób niewystarczający (w moim mniemaniu), ale z wielkim zapałem i zmotywowany przez braci stanąłem w końcu na starcie. Zdecydowałem się na trasę Sky, której długość to 50 km – treningowo pod kątem Watahy, ale też wystarczająco dużo, by doświadczyć “rzeźni”.

Ruszyłem o 7:00 rano z Cisnej żegnany czule przez żonę, która odprowadziła mnie na zawody. Jej obecność okazała się wielką siłą napędową. W czasie biegu wspominałem sobie w trudnych momentach, że nie mogę się poddawać, bo przecież ona czeka na mecie.

Zabrałem ze sobą kilka tematów do przemyślenia oraz nagrania z naszej konferencji “Jak budować jedność wśród podziałów”, która odbyła się tydzień wcześniej. Tematy były na tyle ciekawe i obfite w treść, że postanowiłem przepracować je jeszcze raz. Był to świetny pomysł. Zająłem głowę i odwróciłem myśli od błota i stromych, nużących podejść.

 

Bariery siedzą w nas

W połowie drogi, na tzw. “przepaku” (w strefie gdzie można się chwilę zregenerować, posilić i zmienić ubranie), poznałem chłopaka, który zaczął bieganie 2 lata wcześniej od decyzji – 10 km dziennie przez 30 kolejnych dni. Udało się i na fali satysfakcji ze zrealizowanego zadania dał sobie kolejne – 10 km codziennie przez rok! To również udało mu się zrealizować, a na swój ostatni bieg w ramach wyzwania zaprosił poprzez lokalne media i Facebooka ludzi ze swojego miasta. Na happeningu zorganizowanym na terenie aeroklubu, przebiegł w pętli w towarzystwie przybyłych aż 111 km. Dziś wciąż jest zapalonym biegaczem i propagatorem sportu. Stworzył Projekt300 – portal, w ramach którego inspiruje ludzi i zachęca poprzez media społecznościowe do aktywności fizycznej.

Historia tego człowieka pokazała mi, że wszystko siedzi w głowie i jedyną barierą jesteśmy my sami, nasze nastawienie i uleganie obawom. W tym wytrwałym biegaczu znalazłem wiele podobieństw do braci ze wspólnoty, którzy dzień w dzień podejmują pracę nad sobą i wbrew trudowi i przeciwnościom, starają się być lepszymi.

 

Kolejne wyzwania

Ukończyłem bieg po 9 godzinach, dziękując i wielbiąc Boga, że mnie przeprowadził przez to szczęśliwie. Zdobyłem nowe ciekawe doświadczenie, przemyślałem kilka tematów, na które w zgiełku codzienności nie było przestrzeni i poznałem kilku inspirujących ludzi. Dużo radości miałem też przy dzieleniu się z żoną wrażeniami oraz pokazywaniu córkom medalu.

 

Bieg Rzeźnika pozostanie w mojej pamięci, a w Bieszczady wrócę we wrześniu na kolejne wyzwanie pływacko-rowerowo-biegowe, czyli wspomnianą Watahę. Przygotowujemy się do tej imprezy wraz z kilkoma braćmi ze wspólnoty. Jeśli jesteś gotowy podjąć takie wyzwanie, dołącz do naszej drużyny! Oferujemy braterstwo i świetną zabawę. A jeśli nie jesteś gotowy, to pamiętaj, że bariery są w Tobie. Da się je pokonać i przynajmniej zapytać o szczegóły. Pisz na Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Ruszamy razem?

 

Czytaj także: “Obyś był zimny albo gorący” czyli o morsowaniu i saunie

 

 


You don`t have permission to comment here!