06
Pt, Sie
22 New Articles

W europejskiej lekkoatletyce pojawił się przed ponad dekadą ciekawy twór – drużynowe mistrzostwa Starego Kontynentu. Dwie ostatnie edycje – obie rozgrywane w naszym kraju – wygrali Polacy. Zwycięstwo w tej drugiej, zakończonej przed paroma dniami, nie byłoby możliwe bez swego rodzaju drużyny w drużynie – filaru polskiej królowej sportu w ostatnich latach – kobiecej sztafety 4x400 m.

Właśnie ruszył nowy sezon skoków narciarskich. “Małyszomania” dała mi niegdyś – jak wielu innym Polakom – nawyk śledzenia zmagań polskich skoczków. Istotne jest dla mnie to, jak wiele mrówczej codziennej pracy wkładają, by w ciągu tych kilku sekund być możliwie najlepszą wersją siebie oraz to, że niektórzy z nich tę pracę wykonują w łączności z Bogiem.

Bieg Rzeźnika to jeden z najtrudniejszych biegów górskich organizowanych w Polsce. Ponad 80 km wymagającej trasy o dużych przewyższeniach (ponad 3500 m wysokości) i w wyjątkowo uciążliwych warunkach rozciąga się na malowniczym bieszczadzkim krajobrazie i w przyjaznej atmosferze ludzi kochających góry i biegi. W tym roku impreza obchodziła 18. rocznicę powstania i zawody rozgrywane były w formule festiwalu biegowego trwającego od 28 maja do 5 czerwca.

Byłem kiedyś jednym z tych krótko ściętych chłopaków, którzy wznoszą w górę szalik ukochanej drużyny przed meczem, a potem wydzierają się najgłośniej jak tylko mogą, tworząc de facto w ten sposób atmosferę sportowego święta. Ten czas nauczył mnie wiele o rozwoju fizycznym, braterstwie i życiu z pasją.

Lubię dobre filmy. Czy w szczególności te o tematyce sportowej? Chyba nie wyjątkowo, ale wzruszają mnie oparte na faktach inspirujące historie ludzi, którzy walczyli ze swoimi słabościami, pokonywali piętrzące się trudności, aby w końcu wznieść na koniec upragniony laur zwycięstwa. Jednak ostatni obejrzany przeze mnie obraz tego typu, trochę wymyka się tym schematom.

Więcej artykułów…