29
Pn, Lis
16 New Articles

Teologia ciała na co dzień. Po co mi to?

TEOLOGIA CIAŁA
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Dział naszego portalu, dotyczący rozwoju fizycznego, służy często inspiracji i zapraszaniu Was, drodzy czytający i słuchający, do uprawiania sportu, do ruchu, np. biegania, wręcz do dotykania swoich fizycznych granic, które pomagają nam poznawać siebie. Jeżeli nie poznamy siebie, swojej fizyczności, nie będziemy jej doświadczać, ćwiczyć, nie posiądziemy siebie do końca. Zapachniało duchowością? A wciąż przecież jesteśmy na poziomie rozwoju fizycznego. Gdy jednak połączy się duchowość i fizyczność, niektórym wyjdzie zapewne teologia ciała Jana Pawła II. Tak – to jest słuszny kierunek.


  • W zbiorze katechez „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich” Jan Paweł II pisze m.in. o wzajemnym obdarowywaniu się sobą w relacji mężczyzny i kobiety, a więc o służbie drugiemu.

  • Teologia ciała mówi, że trzeba posiadać siebie, by dać siebie. A co to znaczy posiadać siebie? Panować nad sobą – np. nie wybuchać, mieć umiar w słowach, przyjemnościach, nie dać się nałogom. To umożliwia trwałe relacje i prawdziwą służbę.

  • Jeżeli wprowadzamy w naszą codzienność czynny sport po to, by mieć więcej siły i dzięki temu lepiej służyć np. żonie, nadajemy właściwy sens ćwiczeniom.

  • Czynny sport, który uprawiam z czystymi intencjami, sprawia, że mój umysł mówi mi np. „bierz do ręki dobrą książkę” a mój duch ma więcej otwartości na modlitwę.

  • Ciało, które jest zadbane, umysł, który nie jest zaśmiecony i duch, który nie błądzi po manowcach, to składowe człowieka atrakcyjnego dla płci przeciwnej – również w sferze seksualnej.


 

Czytaj także: Teologia ciała – genialne dzieło Jana Pawła II

 

Teologia ciała a sport

W zbiorze katechez „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich” Jan Paweł II napisał: „Człowiek może stawać się darem, mężczyzna i kobieta mogą bytować w relacji wzajemnego obdarowania sobą, o ile każdy z nich posiada sam siebie.”

Zacznę od końca. Zainspirowany tym cytatem, chciałbym przypomnieć sobie, po co mi rozwój fizyczny – taki codzienny, prosty, niekoniecznie związany tylko z treningiem, ale choćby z umiarem w jedzeniu. Otóż jak pisze Jan Paweł II, mamy być dla siebie darem – i to w relacjach damsko-męskich. Żeby podarować żonie kolczyki, lub jak kto woli, pieniądze na kolczyki (to wtrącenie nie jest przypadkowe, bo niektóre Panie stanowczo wolą tę drugą opcję), muszę najpierw wejść w ich posiadanie. O ile nie jestem krezusem, będzie to wymagało ode mnie oszczędzania, czyli wyrzeczeń, dyscypliny, stałości i determinacji w dążeniu do celu.

 

Co to znaczy posiadać siebie?

Jest to piękne, że Bóg stworzył świat, w którym proste czynności mogą być analogią dla wzniosłych ideałów. Trzeba posiadać siebie, by dać siebie – mówi teologia ciała. To może brzmieć zagadkowo – posiadać siebie. Co to znaczy? Chyba najkrócej mówiąc, panować nad sobą – nie wybuchać, mieć umiar w słowach, przyjemnościach, nie dać się nałogom. Wymieniać można długo. Niestety dla wielu z nas jest to mrzonka, pewne marzenie o sobie, wyobrażenie siebie, które przynosi pozytywne emocje, ale w codzienności rozbija się o ziemię.

 

Czytaj także: W wysiłku fizycznym nie chodzi o „biceps". Burzymy mity na temat treningu

 

Sport z czystymi intencjami

Wielu z nas na pewno słyszało w konfesjonałach o sporcie. Spowiadamy się z nieczystości i – zwłaszcza dawniej – słyszeć można było z ust spowiedników: „uprawiaj sport”. Dlaczego?

Jednym z pierwszych, jeśli nie pierwszym tekstem w dziale o rozwoju fizycznym na naszym portalu był wywiad z trenerem personalnym Piotrem Podczaskim. Bardzo jasno padło tam, że ćwiczenie swojego ciała po to, by ludzie nas podziwiali, ma dość krótkie nogi i do niczego sensownego nie prowadzi. Jeżeli natomiast wprowadzamy w naszą codzienność czynny sport po to, by mieć więcej siły i dzięki temu lepiej służyć np. żonie, nadajemy właściwy sens ćwiczeniom. 

Po co to piszę? Bo chciałbym zauważyć, że gdzieś pomiędzy wzięciem w ryzy swojego ciała, a służbą tej najważniejszej na ziemi osobie, jest poznawanie tego ciała, czerpanie satysfakcji z niemarnowania czasu na głupoty, doświadczanie, że dzieje się w mojej codzienności proces, w którym zaczynam nad tym ciałem panować. A to automatycznie przenosi się na inne sfery i jeśli jestem wytrwały, posiadam w końcu siebie i mogę w pełni dać siebie. Skąd to wiem? Z autopsji. Ilekroć czynny sport uprawiam nie tylko ze względu na siebie, ale głównie dla dobra rodziny, nie tylko moje ciało się zmienia, ale tego samego chce mój umysł, mówiąc mi np. „bierz do ręki dobrą książkę”, i mój duch, mając więcej otwartości na modlitwę.

 

Seks – satysfakcja gwarantowana

Jeśli trenuję z dobrą intencją, będę całościowo się rozwijał i traktował swoje ciało z szacunkiem. To mi da jeszcze jeden istotny wszakże plus. Ciało, które jest zadbane, umysł, który nie jest zaśmiecony i duch, który nie błądzi po manowcach, to składowe człowieka atrakcyjnego dla płci przeciwnej. Jakkolwiek przyziemnie to zabrzmi, takie podejście do życia skutkuje pełnią satysfakcji w życiu seksualnym, a przecież o tym też jest teologia ciała.

Jan Paweł II w tych paru przytoczonych wyżej zdaniach wyraził najwyższy dla mnie cel czynnego sportu na co dzień. Nie. Nie satysfakcjonujący seks, ale dar z siebie, którego seks może być przejawem. Tak rozumiany sport staje się dla mnie daleko bardziej atrakcyjny niż jego wersja pod tytułem: może i warto, ale za dużo z tym zachodu. Sam papież z Polski dokąd tylko mógł, uprawiał sport – nie tylko przecież dla przyjemności, ale zdając sobie bez wątpienia sprawę, że również dzięki temu może być w pełni człowiekiem.

 

Czytaj także: Jak przygotować się do treningu? Oto moje 6 żelaznych zasad

 


You don`t have permission to comment here!