21
Wt, Wrz
26 New Articles

Nocny wysiłek ciała budzi mojego ducha [Świadectwo z EDK]

TRENING
Posłuchaj
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Kiedy kilka lat temu usłyszałem o formule Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, od razu miałem skojarzenie z pułapką źle postawionego punktu równowagi, której doświadczyłem w młodości. Wydawało mi się, że EDK jest okazją do ogromnego fizycznego wysiłku z lekką duchową domieszką – do czasu, aż sam spróbowałem.

 

Dotknąć swoich granic

Inicjatywa jest dziełem krakowskiego duszpasterstwa “Męska Strona Rzeczywistości” prowadzonego przez ks. Jacka Stryczka. Z założenia jest to nocny marsz w samotności i kontemplacji, z rozważaniami 14 stacji drogi krzyżowej usytuowanych w konkretnych dla danej trasy miejscach. Pierwsza edycja odbyła się w 2009 r., a już dziesięć lat później wzięło w niej udział kilkadziesiąt tysięcy osób. Dziś to ponad 1000 tras w 443 miastach i 24 krajach. Z czego wynika tak duże zainteresowanie wiernych? Organizatorzy twierdzą że im bardziej były podnoszone wymagania, tym większą popularność zyskiwał ten projekt. 

Z założenia EDK była wyzwaniem nie dla wszystkich, zmuszała do wyjścia ze strefy komfortu i dotarcia do swoich barier. Dlatego trasy liczą min. 30-40 km, a niekiedy i więcej. Są trasy o przewyższeniach powyżej 4 km i długości ponad 100 km. Przykładem może tu być EDK Szlakiem Orlich Gniazd z Krakowa do Częstochowy, licząca 130 km lub trasa św. Marcina, kończąca się na najwyższym szczycie Sudetów Śnieżce po ponad 110 km. NIe chodzi tu jednak o pomiary i statystyki. Twórcom EDK przyświecała myśl i słowa Jezusa, który powiedział, że jeśli ktoś chce zachować swoje życie, ten je straci (por. Łk 9,24). Chcieli zmotywować tym uczestników do podjęcia wyzwania, które wiąże się z mocnym fizycznym wyrzeczeniem. 

 

Od sportu do modlitwy

Przyznam, że na początku właśnie tak traktowałem swój udział – jak wyzwanie sportowe z “dodatkiem duchowym”. Jednego roku zdecydowałem się nawet na pokonanie całego dystansu 40 km biegiem, ale z perspektywy czasu widzę, że wbrew pozorom było to dla mnie sporym ułatwieniem, bo przygotowywałem się wtedy do ultramaratonu i potraktowałem to jako formę treningu. W tym roku podobną drogę przeszedłem w towarzystwie debiutującego kolegi i chyba to był przełom. Potrzeba dostosowania tempa do mniej wprawionego piechura, później potrzeba pomocy – noszenie plecaka i słownej motywacji - odkryły dla mnie ten prawdziwy charakter drogi. Było to doświadczenie drugiego człowieka, z którym znoszę trud, dzielę się rozważaniem stacji i wspólnie się modlimy.

Podobnie było w przypadku Nocnej Rowerowej Drogi Krzyżowej granicami Warszawy o długości 150 km organizowanej przez ks. Kamila Leszczyńskiego ze zgromadzenia salwatorianów. Wybrałem się tam jako kolarz startujący w zawodach, a w trakcie drogi stopniowo opuszczały mnie te sportowe ambicje i wzmagała się modlitwa, otwartość na treść rozważań i uważność na słowo odnoszące się do mojego życia. Skrupulatnie liczony czas i nabijane na licznik kilometry przestały mieć znaczenie. Pojawiła się pokora i refleksja nad prawdziwym sensem trudu i wysiłku oraz zrozumienie, że sam, po ludzku, niewiele jestem w stanie zrobić i moje zasoby są ograniczone.

 

Wpuszczam Boga na trening

Siedząc na kanapie i kontemplując lub rozważając nawet najlepsze rekolekcje, nie byłbym w stanie wspiąć się na ten poziom duchowego doświadczenia jak o 3:00 lub 4:00 rano, będąc u kresu sił, ze świadomością dalekiej dalszej drogi, w dodatku zmarznięty, zmęczony i głodny. Wtedy właśnie pojawia się gotowość na zmiany. Pojawia się otwartość, a nawet potrzeba Bożej interwencji. Ponadto, po takim doświadczeniu wzrasta odwaga i gotowość podejmowania ryzyka, zawierzenia, że trud i wysiłek ma sens, że nas przemienia i otwiera na działanie łaski.

Dziś wyciągam wnioski dla swojego amatorskiego uprawiania sportu i postanowiłem wpuścić w niego ten Boży pierwiastek – łączyć trud fizyczny z modlitwą, rozważać słowo Boże na długich wybieganiach lub tzw. objętościowych treningach. Mimo, że na co dzień nie mam  za wiele okazji (i potrzeby) wylegiwania się, chciałbym wstać z tej “duchowej kanapy” i za nawoływaniem Papieża Franciszka ze Światowych Dni Młodzieży w 2016 r., zacząć zmieniać świat “napełniając go wartościami, zarażając innych optymizmem i radością, która rodzi się z miłości do Boga”.

Tym bardziej zamierzam uczestniczyć w Nocnych Wyzwaniach, które co miesiąc organizujemy jako Droga Odważnych. Najbliższe już w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek. Zapraszam: www.nocnewyzwania.pl.

 


You don`t have permission to comment here!